Dolina Noteci pod śniegiem. Fot. Marcin Maziarz
Dolina Noteci pod śniegiem. Fot. Marcin Maziarz
Bliskie podróżeFoto

Biała Dolina Noteci jak z magazynu podróżniczego

Do odkrycia na nowo. Najlepiej od razu!

To wydaje się tak nieprawdopodobne, że twarz cieszy się sama. Jeszcze dwie dekady temu śnieg w zimie był czymś dość oczywistym. Dość, bo już wtedy zdarzały się szare święta i ferie bez bitwy na śnieżki. Ale to, że prędzej czy później spadnie i choć na kilka dni przykryje białą kołdrą miasta, wsie i lasy, było niemal pewne.

Aż przyszła druga dekada XXI wieku. Co prawda na samym jej początku zdarzyła się nawet Wielkanoc pod solidną warstwą śniegu i śnieżne zające zamiast bałwanów, ale z perspektywy czasu zaczęliśmy to postrzegać chyba raczej jak „początek końca” śnieżnych zim. Na potwierdzenie dostawaliśmy coraz cieplejsze zimy, w czasie których minus dziesięć było sensacją, aż na sam jej koniec dwóch zim z rzędu właściwie nie było. Od grudnia do marca mieliśmy w zasadzie permanentne przedwiośnie. Bezśnieżne, co coraz bardziej odbijało się na rzekach i na stanie wody w ogóle, a co szczególnie było widać wiosną i latem…

Przykryte śniegiem pole między Grabionną i Białośliwiem. Fot. Marcin Maziarz
Przykryte śniegiem pole między Grabionną i Białośliwiem. Fot. Marcin Maziarz

Aż nadeszła trzecia dekada i świat od razu stał się piękniejszy. Mimo rygoru, obostrzeń, zakazów, zamkniętych możliwości i odebranych szans. Bo kiedy spadł śnieg, rozeszły się chmury, zza których wyjrzały błękit i słońce, a mróz przytrzymał kilka dni, wystarczyło wyjść z domu, żeby wszystko zaczęło wyglądać lepiej.

Pamiętacie „Drogę zakochaną w Dolinie Noteci”? Od czasu publikacji tego tekstu, wybierałem ją wielokrotnie. To zawsze dobra droga, która daje wytchnienie po ciężkim dniu, i która zawsze zachwyca krajobrazami. Jednak ani razu nie widziałem Doliny Noteci pod śniegiem. Aż trzy tygodnie temu…

Droga wzdłuż Doliny Noteci - przejazd kolejki wąskotorowej tuż przy stacji Kocik Młyn. Fot. Marcin Maziarz
Droga wzdłuż Doliny Noteci – przejazd kolejki wąskotorowej tuż przy stacji Kocik Młyn. Fot. Marcin Maziarz

Pamiętacie ten mroźny weekend? Minus osiemnaście na termometrze, błękit, wspaniałe słońce i – dzień wcześniej – pierwszy tej zimy tak duży opad śniegu. „Kiedyś to były opady…” – odpowiesz. I masz rację. Pamiętna zima 42 lata temu… Ale mamy 2021 i dziś to naprawdę coś wspaniałego i trochę niezwykłego, usłyszeć zmrożony śnieg chrzęszczący pod podeszwami. I cieszyć się widokiem śniegu oślepiającego w pełnym słońcu.

Most między Krzewiną i Milczem:

„Zobaczyć Dolinę Noteci pod śniegiem” to był stanowczo dobry pomysł. Ubrałem się ciepło i za pierwszy cel obrałem most na Noteci między Krzewiną i Milczem. Jakieś sto metrów za mostem jest zjazd na łąki, który pozwala w miarę spokojnie się zatrzymać. Nie tylko ja wpadłem na pomysł spędzenia niedzielnego popołudnia na łażeniu po miejscach, w których nie ma niczego i nie dzieje się nic. Niczego poza piękną rzeką w szerokiej dolinie przykrytej śniegiem i nic poza kluczami łabędzi i gęsi lecących na zachód w poszukiwaniu żerowisk, które ominął śnieg. Mróz szczypał w twarz, a słońce świeciło w oczy. Na horyzoncie w czystym, zmrożonym powietrzu doskonale było widać ciemnozielono-białe Wzgórza Morzewskie. Mróz nie pozwalał długo utrzymać aparatu. Zostawienie rękawic w domu to był zły pomysł… Zresztą nie wiadomo, co bardziej utrudnia robienie zdjęć: grube rękawice na wzór narciarskich czy kostniejące w minutę palce.

W drodze: widok na Miasteczko Krajeńskie:

I choć widok na Noteć – niosącą lodowe kry – z zawieszonego nad nią mostu i białe łąki po horyzont, bez cienia wątpliwości jest tym, co daje radość, to to co „robi dzień”, jest trochę dalej. Bo kiedy zatrzymujesz się w Dębówku Nowym, gdzieś na wysokości kapliczki, i idziesz kawałek pod górkę, żeby zobaczyć obrazek jak z magazynu podróżniczego… Widok, który rozpościera się w tym miejscu z krawędzi Doliny, włączając w to stojący na niej (tak, na krawędzi) dom, z pewnością jest tym, co „robi dzień”. To miejsce zresztą miejscowi traktują jak górkę saneczkową. Dość stromą i długą, ale zjazd z takim widokiem na horyzoncie z pewnością dostarcza wrażeń.

Dębówko Nowe:

A widok jest naprawdę wspaniały. Dopiero stąd widać jak rozległa jest Dolina Noteci. Na samym dole, tuż przy krawędzi, tory z Piły do Bydgoszczy wyznaczają dodatkową linię równoległą do horyzontu. A ten zdaje się rozmywać gdzieś daleko, między pokrytymi śniegiem łąkami i polami, a rozświetlonym jasno niebem. I tylko linie bezlistnych drzew – w dużej części wierzb płaczących – przerywają ten niezmącony krajobraz, wyznaczając miedze, polne ścieżki, i nadając temu widokowi sielskości. Niby zatrzymujesz się na trzy minuty, żeby odetchnąć i niepostrzeżenie mija godzina w zachwycie nad krajobrazem niby znanym, a jednak trochę jak z bajki.

Krostkowo:

Kilometr dalej trochę powtórka. Trochę, bo w Krostkowie – z „górnego tarasu” wsi – widok jest nieco podobny. Można zatrzymać się na przykład przy krzyżu – po drugiej stronie szosy znajdziemy zjazd na pole, o tej porze raczej niewykorzystywany. Widok nieco ograniczają drzewa oddzielające prawdopodobnie dwie parcele, ale po jednej i drugiej stronie szpaleru też rozciąga się widok na ośnieżoną dolinę. Po prawej nabiera nieco „śródziemnomorskiego” klimatu dzięki podpartym tyczkami pnączom rosnącym na zboczu doliny. Czy to winorośle? Dalibóg nie mam pojęcia – o tej porze roku nie potrafię tego stwierdzić. Ale jeżeli faktycznie – latem i wczesną jesienią byłby to prawdziwie rozpalający wyobraźnię obrazek. Widok winnicy na południowym stoku przywodzi na myśl tylko dobre skojarzenia. Szczególnie w słońcu zbliżającym się do horyzontu…

W drodze: słońce zachodzące nad Białośliwiem:

Słońce zachodzące nad Białośliwiem. Fot. Marcin Maziarz
Słońce zachodzące nad Białośliwiem. Fot. Marcin Maziarz

Takie słońce i tym razem udało mi się złapać. Pięknie oświetliło białą Dolinę Noteci, nadając jej złotych tonów… Zachód słońca obserwowałem stojąc na wale przeciwpowodziowym, tuż przy moście między Białośliwiem i Szydłowem. Równe jak stół pola pozwalały cieszyć się widokiem zachodzącego słońca aż do samego końca. Ciszę zakłócały tylko przelatujące klucze ptaków.

Przy moście między Szamocinem i Białośliwiem:

Te widoki, wydające się pochodzić z odległych krain, oglądanych w magazynach podróżniczych, są na wyciągnięcie ręki. Korzystajcie, dopóki śnieg przykrywa wszystko, mróz skutecznie go konserwuje, a słońce delikatnie obsypuje złotem. Te obrazki są tuż za rogiem. To idealny kierunek na weekendową wycieczkę.

Więcej podobnych historii z bliskimi podróżami po regionie znajdziesz w Magazynie67. Będziesz z nimi na bieżąco subskrybując go na Facebooku:

Marcin Maziarz
Wydawca Magazynu67. Zakochany w regionie nad Gwdą i Notecią oraz w Pojezierzu Wałeckim. Ceniący i chętnie odwiedzający krainy nieco dalsze: Pojezierza: Drawskie i Szczecineckie, Kaszuby i wybrzeże Bałtyku ze szczególną atencją dla Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej. Uzależniony od poszukiwania miejsc, w których jeszcze go nie było, od słuchania ludzi, którzy mają coś do powiedzenia i od spisywania historii, które mają sens. Do tej listy rodzina dodałaby jeszcze „weź, nie rób już tylu zdjęć”. Od czasu do czasu pokazuje się w TV Asta. Prywatnie tata dwóch synów i niemąż jednej nieżony.