Mateusz Gutowski. Fot. Marcin Maziarz
Mateusz Gutowski. Fot. Marcin Maziarz
Bliskie podróżeCzas wolny i przyjemnościLudzieOutdoor

Ptasiarz

Reklama

Niektórzy chodzą „na ptaki”, żeby się wyciszyć, inni polują z długimi obiektywami podpiętymi do pełnoklatkowych lustrzanek, jeszcze inni rywalizują w odszukiwaniu i obserwacjach rzadko spotykanych gatunków. Birdwatching to rozrywka dla każdego, a warunki do jej uprawiania na pograniczu Wielkopolski i Pomorza są wręcz wymarzone. Jak zacząć podglądać ptaki i dlaczego ich obserwowanie wciąga jak bagna nad Notecią? Rozmowa z Mateuszem Gutowskim, birdwatcherem, ornitologiem z Nadnoteckiego Instytutu UAM w Pile.

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz poszedłeś „na ptaki”?

To było w gimnazjum. Pierwsze ptaki obserwowałem z tatą. Wybraliśmy się na stawy hodowlane koło Stobna – często jeździliśmy tam rowerami. Pamiętam, że w dzieciństwie często przeglądałem książkę, którą dostałem od taty – „Przewodnik do rozpoznawania roślin i zwierząt na wycieczce”. Korzystałem z niego podczas pierwszych „ptasiarskich” przygód. Tato pokazał mi też pierwsze głosy ptaków. Znaleźliśmy w internecie nagrania śpiewów najpowszechniej występujących gatunków i później, podczas wycieczek terenowych, uczyliśmy się ich rozpoznawania. Wciągnęło mnie na dobre. Jeżdżąc do lasu czy na łąkę, przy każdej aktywności na świeżym powietrzu, chciałem rozpoznawać więcej i więcej…

Mateusz Gutowski. Fot. Marcin Maziarz
Mateusz Gutowski. Fot. Marcin Maziarz

To zanim przejdziemy dalej – to wasze hobby rodzinne?

W pewnym sensie tak. Obserwacje ptaków i zwierząt w ogóle to tylko niewielki element pasji, która łączy naszą rodzinę. Rodzice zawsze lubili podróżować po kraju, lubili weekendowe wycieczki. Zresztą do dzisiaj bardzo często jeżdżą „wokół komina” – przyrodniczo, krajoznawczo i fotograficznie. Typowo po amatorsku, z miłości do odkrywania regionalnej przyrody i poznawania historii miejsc, często takich, które istnieją już tylko na starych mapach. Rodzice zaszczepili we mnie pasję do poznawania świata, do przyrody i odkrywania historii regionu. W wakacje zawsze jeździliśmy po Polsce, odwiedzaliśmy takie miejsca, o których moi rówieśnicy nie mieli pojęcia, że w ogóle istnieją. W podstawówce jeździłem do parków narodowych, parków krajobrazowych, często chodziliśmy poza utartymi szlakami. Przyroda towarzyszyła mi od najmłodszych lat, więc naturalnie później wszedłem w ten świat.

Teraz możesz powiedzieć, że jesteś birdwatcherem?

Birdwatching, czyli – z angielskiego – obserwacje ptaków. Po polsku mówimy „ptaszenie” albo, że jeździmy „na ptaki”, „ptaszymy”. Mogę powiedzieć, że jestem birdwatcherem.

Ornitologia, czyli nauka o ptakach, jest bardzo pojemną dziedziną wiedzy. Można zajmować się nią zawodowo i naukowo, np. badać biologię i zwyczaje lęgowe wybranych gatunków, obrączkować i śledzić trasy wędrówek tych zwierząt. Jednak większość ornitologów to amatorzy, zajmujący się właśnie birdwatchingiem. Obserwowanie ptaków to pasja jak każda inna, np. wędkarstwo czy fotografia, choć czasami jest jak zbieranie znaczków czy starych monet.

Sóweczka sfotografowana w Puszczy Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski
Sóweczka sfotografowana w Puszczy Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski

Czyli kolekcjonujesz wrażenia związane z tym, że usłyszałeś albo zobaczyłeś jakiś konkretny gatunek ptaka?

Kolekcjonowanie obserwacji i cała otoczka wyjazdowa na konkretne gatunki – czasem bardzo rzadkie – to jest jeszcze osobna dziedzina birdwatchingu. To tak zwany twitching. Twitcher to taka osoba, która wyszukuje informacje – na przykład na forach internetowych – o stanowiskach rzadkich gatunków, które pojawiły się zarówno w bliskiej okolicy, jak i w odległych rejonach, czy w innych krajach. Twitcher kolekcjonuje obserwacje. Wpisuje je na listę gatunków, które już zobaczył, i które chciałby zobaczyć. Często ta aktywności przybiera formę zawodów, w których ptasiarze ścigają się w liczbie gatunków, które zaobserwowali.

Ja twitcherem nie jestem. Szczerze mówiąc, nie umiem rozpoznać wszystkich gatunków ptaków w Europie. Przypuszczam, że miałbym nawet problem z rozpoznaniem wielu ptaków występujących w Polsce. W naszym kraju lęgnie się ponad 230 gatunków, a stwierdzonych w ogóle jest 460. To naprawdę spora liczba, i żeby przyswoić informacje o wszystkich gatunkach, umożliwiające rozpoznawanie ich po głosie, po kształtach czy po upierzeniu, potrzeba naprawdę dużej praktyki.

Wracając do podziału ornitologii na zawodową i amatorską… Obserwatorów ptaków – birdwatcherów – w Polsce ciągle przybywa. Birdwatching narodził się w Wielkiej Brytanii. Dziś Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków skupia ponad milion członków. To największa pozarządowa organizacja przyrodnicza w Europie i największa organizacja pozarządowa w Wielkiej Brytanii – tam liczą się z ptasiarzami. W Polsce jest nas zdecydowanie mniej, ptaki obserwuje kilka, kilkanaście tysięcy osób. Często są to ludzie, którzy zawodowo w ogóle nie są związani z ornitologią: pracują w różnych branżach i na różnych stanowiskach. Fascynuje ich obserwowanie ptaków, rozpoznawanie gatunków, sama nauka rozpoznawania – szczególnie po głosie i upierzeniu – ale także wyszukiwanie ich w terenie. Tak naprawdę birdwatcherem – ptasiarzem – może zostać każdy.

Mateusz Gutowski. Fot. Robert Nowicki
Mateusz Gutowski. Fot. Robert Nowicki

Jak? W jaki sposób zacząć?

Przede wszystkim warto wyposażyć się w odpowiednią literaturę. Wystarczy dobry przewodnik– proponuję rysunkowy. Rysunki najlepiej oddają cechy ptaków, które pozwalają na ich rozpoznanie. Godny polecenia jest przewodnik Collinsa, który opisuje wszystkie gatunki, jakie można spotkać w Europie. Mając taki przewodnik, warto wyposażyć się w narzędzie, które pozwoli nam na obserwację ptaków.

I tu pewnie znowu podział: na tych, którym wystarczy lornetka, i tych którzy fotografują?

I to dobry przykład na to, że ornitologia ma różne oblicza. Podstawowe wyposażenie ptasiarza to przewodnik i lornetka. Przyzwoitą lornetkę kupimy już za mniej niż trzysta złotych. Warto zwrócić uwagę na dwa parametry: przybliżenie i średnicę obiektywu. Powiększenie osiem do dziesięciu razy wystarczy – powyżej drgania ręki są już odczuwalne i w związku z tym spada jakość obserwacji. Im większa średnica soczewki tym jaśniejszy obraz, ale też większa waga lornetki. Najbardziej uniwersalne będą te o średnicy obiektywu od 30 do 42 mm.

A sprzęt fotograficzny?

Dostępność sprzętu foto stricte dla ptasiarzy też jest coraz większa. Ogranicza nas jedynie budżet. Szczególnie na teleobiektywy można wydać majątek, ale tutaj też jest pewne rozwiązanie, z którego ja korzystam, nie będąc fotografem przyrody. Korzystam z lunety do obserwacji ptaków i smartfona – by wykonać zdjęcie lub nagrać krótki film przykładam obiektyw telefonu do okularu lunety. Ma to nawet swoją nazwę – to tak zwany phonescoping. To rozwiązanie budżetowe, ale tak wykonane zdjęcia pozwalają na przykład na rozpoznanie gatunku. Nie jest to fotografia przyrodnicza, służy raczej do dokumentacji, która w świecie ornitologii jest kluczowa. Zdjęcia, nawet kiepskiej jakości, to często jedyne dowody potwierdzające obserwację rzadkiego ptaka. Zaletą phonescopingu jest także to, że nie trzeba się specjalnie ukrywać i maskować by podglądać zwierzęta i uwiecznić ich ciekawe zachowania.

Inne elementy? Na przykład maskujące?

Jasne, jak w każdej pasji, tutaj także z czasem zaczniemy gromadzić akcesoria. Podstawowe wyposażenie terenowe to dobre buty za kostkę. W teren warto zabrać też kalosze, bo obserwacje prowadzimy najczęściej w okresie aktywności ptaków. Wiosną o świecie, następnie dwie, trzy godziny po wschodzie słońca – to okres kiedy jest chłodno i wilgotno. Często poruszamy się także w terenie podmokłym. Z kolei jesienne obserwacje migracji to znowu wilgoć i wiatr w standardzie. Warto ciepło się ubrać, by przyjemności z obserwacji ptaków nie zakłócał odczuwany jakikolwiek dyskomfort. Niejednokrotnie przekonałem się, że czapka i rękawiczki mogą się przydać nawet w majowe czy sierpniowe poranki. Przy wyborze odzieży nie idźmy na kompromis, warto zainwestować – na przykład w dobrej jakości kurtkę z membranami przeciwwietrznymi, przeciwdeszczowymi i odprowadzającymi wilgoć. Ubrania takie zazwyczaj są trwałe i posłużą nam przez wiele lat również do innych aktywności.

Kurtka w barwach maskujących?

Nie trzeba przesadzać…

Czyli ubrany w czerwoną kurtkę mam szansę na ciekawe obserwacje?

Myślę, że tak. Ubrania maskujące są wskazane dla fotografów przyrody, którzy chcą zlać się z tłem i nie niepokoić obiektu, na który czatują. Ale do zwykłej obserwacji stonowane kolory zieleni czy brązu wystarczą.

Dolina Płytnicy. Fot. Mateusz Gutowski
Dolina Płytnicy. Fot. Mateusz Gutowski

A gdzie najłatwiej zacząć w naszym regionie? Albo od jakich gatunków…

Najłatwiej przygodę zacząć od ptaków, które najczęściej słyszymy w terenie – tych, które są najpospolitsze: sikory, zięba, wróble, skowronek na polu czy kos w miejskim parku. To są gatunki, z którymi najszybciej osłuchamy się w terenie i dość szybko nauczymy się rozpoznawać ich głosy. Z czasem pasja doprowadzi nas do szukania i rozpoznawania tych rzadszych. Mamy to szczęście, że Północna Wielkopolska jest przebogata w tereny cenne przyrodniczo. Mamy Dolinę Gwdy – są jeszcze dzikie odcinki, na które warto się wybrać by obserwować gatunki, które tam pływają. Szczerze polecam odcinek od Piły do Motylewa i dalej do Byszek – zwłaszcza zimą wiele się dzieje podczas jego przejścia. Dolina Noteci to z kolei najlepszy teren do obserwacji ptaków podczas wiosennych i jesiennych migracji. Noteć stanowi rozległy korytarz ekologiczny, funkcjonujący jak autostrada dla ptaków. Na stawach hodowlanych, których duże kompleksy spotkamy jadąc w stronę Osieka, i dalej do Nakła, w trakcie wędrówek koncentrują się kilkutysięczne stada ptaków, np. wiosną zatrzymują się by zdobyć pokarm i po krótkim odpoczynku lecą dalej na swoje lęgowiska na północ Europy: do Skandynawii czy Rosji.

Ja osobiście kocham las i ptaki leśne. Swoje obserwacje prowadzę na północ od Piły, w Puszczy nad Gwdą, chronionej jako obszar Natura 2000. Są to głównie jednolite lasy sosnowe, ale miejscami występują urozmaicone fragmenty lasów liściastych i starych drzewostanów, gdzie zaobserwujemy najwięcej gatunków ptaków. Warto wybrać się w Rynnę Jezior Kuźnickich albo w rejon Płotek, Jelonek i Jeziora Bagiennego – im bliżej wody tym las jest bardziej zróżnicowany a tym samym większa bioróżnorodność.

Co bardzo istotne: ptaki można obserwować przez cały rok. Wiadomo, że wiosną skład gatunkowy będzie najbogatszy i najwięcej ptaków będzie śpiewać, ale jesień także jest dobrym czasem. W słoneczne jesienne dni ptaki aktywnie poszukują pokarmu, a mając go pod dostatkiem chętnie sobie podśpiewują. Ostatnie gatunki zbierają się do odlotu, inne przylecą do nas przezimować. Te wielkie stada gawronów i kawek, które zimą spotykamy nad miastem, to w większości goście z północy, wiosną powracający na swoje lęgowiska do Rosji.

Mateusz Gutowski. Fot. Robert Nowicki
Mateusz Gutowski. Fot. Robert Nowicki

Birdwatcherzy interesują się tym, co dzieje się na niebie właśnie teraz?

Jak najbardziej. W tej chwili trwa przelot żurawi i gęsi. Ptaki koncentrują się w dużych stadach między innymi we wspomnianej Dolinie Noteci, ale także na dużych jeziorach chociażby Pojezierza Wałeckiego. Dlatego okres jesienny jest czasem wzmożonej aktywności birdwatcherów. Każdego roku na początku października odbywają się Europejskie Dni Ptaków. To święto miłośników ptaków, w trakcie których ornitolodzy z całej Europy wspólnie wyruszają w teren by obserwować i policzyć migrujące ptaki.

Po co to się robi? Co ci daje obserwowanie ptaków?

Zalet jest wiele. Kontakt z przyrodą korzystnie wpływa na nasze funkcjonowanie – na psychikę i ogólnie na zdrowie. Są takie dni, kiedy czuję, że muszę jechać w teren, że chciałbym już dotknąć trawy, pochodzić po mchu czy przedrzeć się przez jakieś trzciny. Daje mi to dużo radości.

Oprócz korzyści zdrowotnych, satysfakcji z prowadzonych obserwacji i rozwijania pasji, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, chyba najważniejszy w tej przygodzie. Ornitolodzy to rzesza osób, najliczniejsza grupa wśród przyrodników. Ich obserwacje, informacje o zasiedleniu jakiegoś terenu, stwierdzenia lęgów rzadkich gatunków, pozwalają lepiej chronić najbardziej zagrożone gatunki. To właśnie amatorzy mają bardzo duży udział w ochronie przyrody. Im więcej jest osób obserwujących ptaki, tym większa jest nasza wiedza o przyrodzie. Są spotkania, zjazdy ornitologów w różnych regionach, również w Wielkopolsce, podczas których miłośnicy ptaków dzielą się tą wiedzą i umawiają się na wspólne działania ochroniarskie.

Birdwatching uprawia się samotnie, czy w grupach? Czy to jest idealne zajęcie na czas, kiedy staramy się utrzymywać dystans społeczny?

Obie formy są wskazane. Samemu warto wybrać się na ptaki, jeżeli człowiek chce pokontemplować przyrodę i przy okazji poukładać swoje myśli w ciszy. To świetna aktywność, która na pewno opłaci się całej rodzinie, jeśli członek rodziny raz na jakiś czas wyruszy samotnie z dala od domu. Obserwacje ptaków całymi grupami i rodzinami, także dają wiele satysfakcji. Wspólne wyjścia w teren mogą być okazją do spotkania, nawiązania i podtrzymania relacji.

Włochatka sfotografowana w Puszczy Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski
Włochatka sfotografowana w Puszczy Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski

Ale w takim razie cisza jest wymagana?

To zależy w jakim jesteśmy terenie. Jeżeli obserwujemy ptaki na stawach, które są w pewnej odległości – to cisza nie jest kluczowa. Ptaki sobie żerują na akwenie, można je spokojnie obserwować, nie płoszą się. Tutaj ważny jest dystans jaki nas od nich dzieli. Spłoszą się, jeżeli się do nich za bardzo zbliżymy.

Cisza jest kluczowa w obserwacjach nocnych, które są mi najbliższe. Moją ulubioną grupą ptaków są sowy i – generalnie – ptaki nocne. Tutaj jest dodatkowy czynnik adrenaliny, która wyzwala się w czasie nocnej jazdy w lesie. Spędzanie nocy w terenie, często w samotności, jest niezwykłe. Na początku odczuwalny jest strach, pewna obawa, bo nie znamy wszystkich głosów. Coś się poruszy, coś zobaczymy i serce bije mocniej. Ale satysfakcja z obserwacji – choćby usłyszenia – sów jest ogromna. No i przełamania strachu – też.

Czyli do listy sprzętu dopisujemy dobrą latarkę…

Tak jest. Jeśli na obserwacje wyruszamy o zmierzchu czy w nocy, na pewno przyda się latarka lub czołówka. A do tego podstawowego zestawu – przewodnika, lornetki, butów, odzieży – warto dodać jeszcze notes do prowadzenia zapisków z terenu oraz prowiant i termos z ciepłą herbatą. Jest to kilka godzin na powietrzu, organizm się wychładza – trzeba uzupełniać straty.

Bardzo przydatne jest zgrywanie głosów ptaków na telefon. Są ogólnodostępne bazy głosów w internecie, można też kupić płyty. Możliwość odsłuchania w terenie głosu i szybkiego porównania go z tym, co przed chwilą usłyszeliśmy, bywa bardzo pomocna w rozpoznawaniu.

A czy birdwatchingiem da się zajmować nie ruszając się z miasta?

Jasne. To jest kwestia tego, jakie środowisko lubimy. Ptaki możemy spotkać wszędzie. Oczywiście skład gatunkowy w mieście będzie uboższy w porównaniu na przykład ze starymi lasami, z pewnością jednak w obu tych środowiskach spotkamy inne gatunki. Jeżeli ktoś lubi obserwować ptaki w mieście, nic nie stoi na przeszkodzie, by to robić. Ja wolę jednak przebywać na łonie przyrody. Miasto jest tym miejscem, w którym nie do końca możemy odpocząć. No i trzeba być gotowym na podejrzliwe pytanie przechodnia „co pan robi?”.

Puszcza Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski
Puszcza Nad Gwdą. Fot. Mateusz Gutowski

Birdwatching może budować zainteresowanie regionem?

Zdarzają się lokalne ciekawostki. W naszych lasach mamy wiele gatunków, które można spotkać w obszarach chronionych – na przykład w parkach narodowych. Moje ulubione sóweczka czy włochatka – sowy, które do niedawna były uznawane za występujące jedynie w górach i dziewiczych puszczach wschodniej Polski, m.in. w Puszczy Białowieskiej – występują także w naszych lasach. To samo dotyczy roślin czy rzadkich ssaków. Dzięki programowi reintrodukcji rysia w północno-zachodniej Polsce w naszych lasach możemy coraz częściej natrafić na te koty. Podobnie z żubrami… Przez pasję ornitologiczną, czy szerzej – pasje przyrodnicze – możemy wzbudzać w sobie lokalny patriotyzm, miłość do regionu, możemy się chwalić czy szczycić tym, że koło naszego domu występują rzadkie i cenne obiekty przyrodnicze.


Od czego zacząć przygodę z birdwatchingiem? Książki polecane przez Mateusza:

1. „Przewodnik Collinsa. Ptaki” wyd. Multico 2017 – obowiązkowy i najpełniejszy przewodnik
2. „Ptaki w mieście czyli birdwatching po polsku”, Michał Kaczorowski, wyd. Egros
3. „Ptaki Polski” tomy 1 i 2. dr Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Multico

Płyty z głosami ptaków:

1. „Jaki to ptak. Rozpoznawanie ptaków po śpiewach i głosach”, Tomasz Ogrodowczyk CD lub MP3
2. „Głosy ptaków Polski”, 2 CD, Zdzisław Pałczyński

Reklama