Ostatnie wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie

Meta

Przystań AKŻ'90 na jeziorze Bytyń Wielki w Nakielnie. Fot. Marcin Maziarz
Przystań AKŻ'90 na jeziorze Bytyń Wielki w Nakielnie. Fot. Marcin Maziarz
Bliskie podróże

Nakielno w ciszy i złocie. Kwintesencja jesiennego chillu

Kojarzy się bezapelacyjnie z beztroskim latem. Tymczasem jesienią zaskakuje naprawdę. To złoto jesiennego chillu. Jeżeli szukasz jednego miejsca w regionie, w którym znajdziesz to co w złotej jesieni najlepsze, bez wątpienia będzie to Nakielno. Po prostu musisz to zobaczyć na własne oczy.

Mówisz „Nakielno” – myślisz „lato” albo „wakacje”. W końcu to jedna z trzech ikonicznych niemal miejscowości nad Bytyniem. Obok Próchnówka i Drzewoszewa bezapelacyjnie kojarzy się z żaglami, słońcem, leniwym czasem na pomoście albo na pokładzie, z wiatrem, godzinami spędzonymi na i w wodzie i w miejscach, do których dotarły tylko skrawki cywilizacji. Nadal trochę jak w latach osiemdziesiątych – z dala od straganów z pamiątkami made in China, głośnej muzyki i cymbergaja. Prosto, w bliskim kontakcie z naturą, nie rozprasza, a pozwala skupić się na tym, co w wypoczynku istotne.

Nagle pustoszeje ostatniego dnia sierpnia. Ożywa jeszcze przez kilka kolejnych weekendów, ale powoli gaśnie, zamyka za drzwiami drewnianych domków, domków holenderskich, przyczep campingowych, okrywa plandekami. I wtedy… Nie, nie wtedy, a teraz właśnie – kiedy przywdziewa złote barwy – jest prawdziwym złotem każdego, kto szuka spokoju, sielskich obrazów, wiatru na twarzy, ciszy. Nakielno to – śmiem twierdzić – kwintesencja jesiennego chillu w regionie.

Tawerna zamknięta, więc trochę smutno

Ale tylko trochę. Tawerna pod Sielawą, kultowa w kręgach żeglarskich, słynąca z – a jakże – sielawy, ale i specyficznego klimatu, gdzie każdy zna każdego. W końcu znajduje się tuż nad przystanią AKŻ’90, a żeglarska brać to jej główna klientela. W październiku na próżno szukać tu jednak kogokolwiek. Zamknięte na cztery spusty drzwi, pusty ogródek, stoły poskładane do kolejnego sezonu, pusta scena…

Zobacz galerię z bazy żeglarskiej AKŻ’90 w Nakielnie, w jesiennej scenerii

Wiecie co? Może i trochę smutno, trochę inaczej niż przywykliśmy latem, ale jesienią to fantastyczne miejsce, kiedy jedyny samochód na parkingu to twój, a cały pomost na dole czeka tylko na ciebie. Łatwo trafić na taki moment w październiku, kiedy żółte, brązowe i czerwone liście tworzą niepowtarzalne tło dla białych jachtów wciąż zacumowanych na przystani. I jeszcze te ciemnoczerwone, wpadające w brąz budynki klubu żeglarskiego, z białymi ramami i okiennicami… Klimat trochę skandynawski? Chyba tak – chyba przypomina trochę znane z obrazków fińskie jeziora i drewniane domy tuż przy brzegu.

W uszach tylko natura: szum drzew, plusk wody, ptaki… W nozdrzach – wiatr, świeżość, zapach wody mieszający się z lasem.

Coś dla siebie znajdą też rodziny z dziećmi – tuż przy brzegu znajduje się plac zabaw, jak i miłośnicy ruchu – trochę wyżej jest zewnętrzna siłownia.

Warto pojechać teraz, kiedy da się przejechać zwykłym autem osobowym. Ostatni odcinek drogi – szczególnie po przedwiosennych roztopach – czasem może okazać się nieprzejezdny bez napędu na wszystkie koła.

Dokładną lokalizację zobacz na mapie

Świat jak z obrazka w folderze

Ten folder to reklama jakiejś odległej krainy, w której sielskie obrazki z polną drogą wijącą się między polem i lasem, zapraszają do zanurzenia się w świecie, do którego mamy bardzo daleko, albo nie wiemy gdzie go szukać. Tyle, że o tym „daleko” to nieprawda, a gdzie szukać – wiemy bardzo dobrze: mniej więcej pół godziny drogi od Piły.

To wyjątkowe miejsce znajduje się po drugiej stronie Zatoki Nakielskiej (Nakieleńskiej?) – tak naprawdę u wejścia do niej. Trzeba przejechać przez całą wieś, i nie zatrzymywać się tam gdzie kończy się asfalt – polna droga (choć na końcu dość wyboista, to da się nią bez problemu przejechać zwykłym samochodem osobowym – trzeba tylko zwolnić) prowadzi prosto do miejsca postoju wyznaczonego przez Lasy Państwowe. Tuż za ogrodzeniem dzieje się prawdziwa magia.

Zobacz galerię z czatowni nad brzegiem jeziora Bytyń Wielki

W ubiegłym roku powstała w tym miejscu czatownia, z której można obserwować życie nad Bytyniem. Drewniany domek ma kilka otworów okiennych, zabezpieczanych drewnianą, opuszczaną okiennicą.

Zobacz lokalizację czatowni na mapie

Czatownia została zbudowana przede wszystkim z myślą o obserwacji rybołowów. Informacje na ich temat możemy znaleźć zarówno na ścianie budynku, jak i na tablicy w miejscu postoju samochodów. To ostatnia chwila, by „zapolować” na te rzadkie ptaki (w Polsce gniazduje zaledwie około 30. par) – wkrótce wyruszą na południe, by nad Bytyń powrócić dopiero wiosną. Lornetka i aparat fotograficzny z długim obiektywem to dobry pomysł na spędzenie tu długich godzin.

Jak zacząć przygodę z obserwacją dzikich ptaków i dlaczego nie potrzeba do tego sprzętu za miliony? Przeczytaj o ptaszeniu – rozmowę z ornitologiem Mateuszem Gutowskim z Nadnoteckiego Instytutu UAM w Pile:

Ptasiarz

Zobacz galerię z otoczenia czatowni

Nawet jeżeli nie uda się zobaczyć rybołowa, czatownia jest miejscem, w którym da się spędzić sporo czasu i nie uznać go za zmarnowany. Zapewnia doskonały widok na wejście do zatoki, fragment większej z dwóch wysp, i zachodni brzeg jeziora, a także najbliższe otoczenie. Jest co robić.

Czatownia jest dostępna dla wszystkich, jednak nie tylko dobry obyczaj, ale i szacunek dla miejsca, majątku i cudzej pracy nakazuje, by opuszczając miejsce zamknąć na zasuwy nie tylko drzwi, ale także okiennice. Świetnie będzie wrócić tu za kilka dni, tygodni czy miesięcy i zastać miejsce w równie dobrym stanie, w jakim je opuszczaliśmy.

Zobacz galerię z prawdziwie złotej jesieni w tym samym miejscu (zdjęcia z połowy listopada 2020 r.)

Z czatowni warto zejść na dół, na brzeg jeziora. Na jej wysokości znajduje się skarpa wysokości dwóch – trzech metrów, ale zejście – choć stosunkowo strome, to dostępne także dla młodszych dzieci – znajdziemy po krótkim spacerze dobrze widoczną ścieżką. Co tam się dzieje! To właśnie tu zobaczymy, usłyszymy i dotkniemy złotej jesieni o najpiękniejszym obliczu. Tony liści pod nogami – do szurania, brodzenia, rzucania, podziwiania. Kolejne spadają – dosłownie – na głowy. Wkrótce czeka nas tam kulminacja interaktywnego spektaklu „Złoto pod nogami”. Choć i nad głowami w najbliższych dniach nie powinno go jeszcze zabraknąć. W ostatnią środę (20 października 2021 r.) było jeszcze zaskakująco zielono i dopiero robiło się żółto. Ale jeszcze chwila, jeszcze kilka, może kilkanaście dni i powinna tu wybuchnąć ta najbardziej złota jesień. Tę możecie zobaczyć na ubiegłorocznych zdjęciach z połowy listopada, choć – jak widać – wtedy było już zdecydowanie bliżej końca.

Zobacz galerię z malowniczej ścieżki wzdłuż brzegu Bytynia (zdjęcia z listopada 2020 r.)

W końcu trzeba będzie wdrapać się z powrotem na górę. Ale nie warto wsiadać do samochodu od razu. Spójrzcie na tę ścieżkę wijącą się między polem i drzewami. Po takiej ścieżce zapewne z przyjemnością spacerowałaby Anna Shirley i Diana Barry, rozprawiając o bratnich duszach. Z całą pewnością widzieliście podobną w szkolnej czytance o polnej dróżce, albo w „Ani z Zielonego Wzgórza”, „Nad Niemnem” czy innej ekranizacji klasycznej historii z wiejskim życiem w tle. Jest naprawdę malownicza, kręta, na krótkim odcinku ukryta w czymś, co może przypominać namiastkę wąwozu. W końcu prowadzi do zarośli przy samym wejściu do zatoki. Jeżeli przedrzesz się przez krzaki i powalone drzewa, dotrzesz do trzcinowiska, w którym możesz wypatrywać ptaków, a czasem tuż za nim przepłynie drewniana łódź.

Tu naprawdę oderwiesz się od miasta, zatopisz w naturze, zażyjesz świeżego powietrza, nacieszysz odcieniami naturalnego złota na drzewach i na ziemi. A kiedy będziesz wracać do domu, zatęsknisz za wszystkimi prostymi, jesiennymi radościami, których zaznałeś w kłującym w uszy ciszą Nakielnie. Właśnie dlatego to kwintesencja jesiennego chillu w regionie. Byle jeszcze zdarzył się pełen słońca dzień…

Marcin Maziarz
Wydawca Magazynu67. Zakochany w regionie nad Gwdą i Notecią oraz w Pojezierzu Wałeckim. Ceniący i chętnie odwiedzający krainy nieco dalsze: Pojezierza: Drawskie i Szczecineckie, Kaszuby i wybrzeże Bałtyku ze szczególną atencją dla Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej. Uzależniony od poszukiwania miejsc, w których jeszcze go nie było, od słuchania ludzi, którzy mają coś do powiedzenia i od spisywania historii, które mają sens. Do tej listy rodzina dodałaby jeszcze „weź, nie rób już tylu zdjęć”. Od czasu do czasu pokazuje się w TV Asta. Prywatnie tata dwóch synów i niemąż jednej nieżony.