Ustka. Dzielnica domów w kratę. Fot. Marcin Maziarz
Ustka. Dzielnica domów w kratę. Fot. Marcin Maziarz
Podróże

Ustka: Miasto w kratę

16views

W naszym regionie Ustka kojarzy się z morzem. Po prostu z morzem. Ot, jeszcze jedno nadmorskie miasteczko, do którego w dodatku jedzie się dłużej niż do Sarbinowa. Błąd! I krzywdzące dla Ustki skojarzenie. To jedno z najbardziej urokliwych miast na polskim wybrzeżu. Łatwo zakochać się w jego atmosferze: architekturze, fantastycznych plażach, a nawet w rytmie życia wyznaczanym przez „rozkład jazdy” ruchomego mostu. Ludzie też jakby bardziej uśmiechnięci…

Tekst ukazał się w trzecim numerze Magazynu67 (czerwiec – lipiec 2018).

Ustka. Dzielnica domów w kratę. Fot. Marcin Maziarz
Ustka. Dzielnica domów w kratę. Fot. Marcin Maziarz

Przyznaję się: pomysłem wyjazdu do Ustki nie byłem zachwycony. Ostatnio byłem tam ponad 20 lat temu, rankiem, po całonocnej pieszej wędrówce z podsłupskiej Kobylnicy. Serio. Nie pytaj… Niewiele pamiętam z tamtego dnia. Rodzina jednak wybrała, więc zapakowawszy samochód po dach, obraliśmy kierunek na środkowe wybrzeże i ponad trzy godziny później byliśmy na miejscu.

Droga wyznaczona przez nawigację to jedyne, co może do wyjazdu do Ustki zniechęcać i warto jej (nawigacji) trochę pomóc skręcając w Szczecinku w krajową 20. Trasa przez Słupsk jest o – dosłownie – kilka kilometrów dłuższa, niż najkrótsza wyznaczona przez nawigację, ale zdecydowanie lepsza. Szczególnie końcówka podróży krótszą drogą – lokalnymi ścieżkami o których zapomnieli wszyscy z drogowcami na czele – z komfortem nie ma nic wspólnego.

Port w Ustce. Fot. Marcin Maziarz
Port w Ustce. Fot. Marcin Maziarz

I właściwie na tym kończą się wady Ustki. Cała reszta to – mam wrażenie – dobrze zaplanowana układanka, która przekłada się na radość bycia „tu i teraz”.

Dlaczego układanka? Ustka wydaje się być spójnym projektem miejskim, którego management ma świadomość, że turystyka i nieruchomości, to – oprócz portu i rybołówstwa – jego dwa najważniejsze filary. Ustka jest zaprzeczeniem nadmorskich miejscowości, których władze wychodzą z założenia, że „mamy morze, więc turyści i tak przyjadą”. Niemal na każdym kroku widać szacunek dla gości i świadome, konsekwentne budowanie produktu turystycznego.

Plaża w czołowej trójce

Szeroka zachodnia plaża w Ustce. Fot. Marcin Maziarz
Szeroka zachodnia plaża w Ustce. Fot. Marcin Maziarz

Gdybym miał stworzyć ranking trzech najpiękniejszych plaż w Polsce, nie mam pewności jakie byłyby dwie pozostałe, ale zachodnia plaża w Ustce znalazłaby się w nim z całą pewnością. Piasek jest naprawdę biały i bardzo drobny – taki jaki powinien być na rajskiej plaży, o jakiej zdarza się czasem marzyć chyba każdemu. Sama plaża jest jedną z najszerszych na polskim wybrzeżu. I jedną z najczystszych – przynajmniej przed szczytem sezonu. Plaża wschodnia jest tylko nieco węższa (ale także szeroka), za to dużo popularniejsza niż zachodnia – dlatego bywa wręcz zatłoczona. Zresztą to po wschodniej stronie leży większość infrastruktury i atrakcji turystycznych – siłą rzeczy ruch tam jest większy.

Władze Ustki dają znać wczasowiczom, że inwestycje w infrastrukturę turystyczną są możliwe także dzięki nim. Fot. Marcin Maziarz
Władze Ustki dają znać wczasowiczom, że inwestycje w infrastrukturę turystyczną są możliwe także dzięki nim. Fot. Marcin Maziarz

I dlatego warto sprawdzić zachodnią plażę. Można na nią wejść prosto z portu, a kolejne wejścia znajdują się co kilkaset metrów. Są dobrze oznaczone i zadbane. Przy nowych ścieżkach postawiono tablice z informacją takiej treści: „Ciąg pieszo-rowerowy (…) powstał dzięki turystom i kuracjuszom, którzy uiszczają opłatę uzdrowiskową”. Dla mnie – element szacunku dla gości, takie „dzięki, że szanujesz nasze zasady – dzięki temu możemy zaoferować ci więcej”.

Most wyznacza rytm

Ruchomy most wyznacza rytm życia. Fot. Marcin Maziarz
Ruchomy most wyznacza rytm życia. Fot. Marcin Maziarz

A kiedy zaspokoisz już głód rozgrzanej słońcem plaży i wyciszającego szumu morza, warto wybrać się na spacer. Jest gdzie chodzić – szczególnie po wschodniej stronie. Żeby się tam dostać, trzeba przejść przez ruchomy most, który wyznacza rytm życia – głównie – turystów. W ciągu dnia most nad kanałem portowym jest otwierany o każdej pełnej godzinie na dwadzieścia minut (choć widziałem jak przy pierwszym otwarciu w ciągu dnia był otwarty dwa razy dłużej – być może miało to związek z niedzielą, a być może nie miało związku z czymkolwiek). Jeżeli nie zdążymy, trzeba czekać czterdzieści minut. W nocy most jest zamknięty. Samo otwieranie i zamykanie to też atrakcja – za każdym razem gromadzi grupę turystów przyglądających się z bliska temu czterominutowemu spektaklowi kultury technicznej.

Jeżeli na otwarcie mostu trzeba poczekać, a koniecznie chcemy przejść na drugą stronę, można zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze: obejść port dookoła. Spacer na drugi koniec mostu okrężną drogą trwa około 20 – 25 minut (marszowym krokiem).

Na ławeczce przy bulwarze przysiadła Irena Kwiatkowska. Fot. Marcin Maziarz
Na ławeczce przy bulwarze przysiadła Irena Kwiatkowska. Fot. Marcin Maziarz

Po drugie: można powłóczyć się po porcie. Nabrzeża są ogólnodostępne, bez problemu można przyglądać się wszelkim łodziom: od malutkich łódek, trochę większych jachtów, całkiem sporych kutrów aż po statek ratownictwa morskiego. Przy odrobinie szczęścia można przyjrzeć się pracy rybaków.

Po trzecie: można usiąść w Cafe Mistral i zwyczajnie poczekać przy czymś smacznym. Na kawie się nie znam, więc nie będę się mądrzyć, ale gofry były najlepsze jakie jadłem kiedykolwiek: tak świeże, że aż parzą ręce, z pysznym musem jabłkowym i cynamonem. Do tego lemoniada poziomkowa z truskawkami i cytryną. A to wszystko na tarasie z widokiem na życie portu.

I tu obserwacja. Być może miałem dużo szczęścia, ale mam wrażenie, że mieszkańcy Ustki są bardzo otwarci. Że wystarczy podejść, uśmiechnąć się, czasem zapytać, a reszta dzieje się sama. Od rybaków naprawiających sieci można posłuchać ciekawych historii, jak i dowiedzieć się jak sieci się naprawia. Od innego rybaka – już po pracy – można usłyszeć historię o zupełnie innym charakterze: o tym jak minęła impreza poprzedniego wieczoru i z jakimi przygodami wracał do domu. Barmanki w kawiarni niezwykle pomocne, komunikatywne, a nawet dowcipne. Ratownik, który akurat rozstawiał sprzęt przed rozpoczęciem kursu i zobaczył, że robię mu zdjęcie, również okazał się przesympatycznym człowiekiem, podobnie jak pani, które przekazywała nam klucze do mieszkania. Bez słodzenia – nikt mi za to nie zapłacił – z Ustki wyjechałem z wrażeniem, że mieszkają tam ludzie zadowoleni z życia, a przynajmniej otwarci na drugiego człowieka. To też bardzo ważne w odbiorze całości. Nie wiem, urząd miasta zrobił im kurs z relacji z przyjezdnymi?

Jedyne takie miasto

Syrenka - symbol Ustki. Fot. Marcin Maziarz
Syrenka – symbol Ustki. Fot. Marcin Maziarz

A kiedy w końcu zakończy się spektakl otwierania mostu i będzie można przejść na wschodnią stronę, jakieś sto, może dwieście metrów spaceru w lewo, czeka syrenka. Rzeźba nie jest duża – na zdjęciach wydaje się trochę większa. Wyglądającą statków zmierzających do portu syrenkę wypada odwiedzić. To chyba najbardziej rozpoznawalny symbol Ustki.

Zdecydowanie ciekawszy jest spacer w drugą stronę – wzdłuż nabrzeża portowego. Na wysokości mostu mijamy latarnię morską, za nią niezbyt reprezentacyjny budynek Straży Granicznej, później kilka ciekawych, historycznych domów przeplecionych dużo mniej atrakcyjnymi współczesnymi budynkami (głównie gastronomia i handel). Ale w końcu dotrzemy do części „prawdziwie portowej”, która – jak się okazuje – stała się bardzo atrakcyjną dzielnicą mieszkalną. Budynki nawiązują bryłami do historii, przestrzeń publiczna jest urządzona minimalistycznie, ale estetycznie. Można tu wynająć apartament, i to wydaje się bardzo dobrym pomysłem: śniadanie na balkonie z widokiem na port (albo w restauracyjnym ogródku na parterze), wejście do domu prosto z portu, parking przy nabrzeżu, blisko na plażę, „miasto” na miejscu – nie trzeba chodzić daleko, szeroka ulica, a przy tym jest spokojniej niż kawałek dalej – turyści nastawieni na plażowanie i imprezy raczej się tu nie zapuszczają.

Portowe nabrzeże w Ustce stało się atrakcyjną częścią mieszkalną. Fot. Marcin Maziarz
Portowe nabrzeże w Ustce stało się atrakcyjną częścią mieszkalną. Fot. Marcin Maziarz

Blisko stąd też do tego, co w Ustce absolutnie mnie zauroczyło, powaliło i rozsmarowało po bruku na wszystkie strony świata. Kameralne uliczki, a przy nich domy z pruskiego muru. Jeden przy drugim. Niesamowity widok i niesamowity klimat, którym zachłysnąłem się w promieniach porannego, wiosennego słońca, i w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Ustka zrobiła gigantyczną robotę: ponad dziesięć lat temu zaczęła przenosić mieszkańców chałup do nowych bloków i – głównie za pieniądze wyciągnięte z Unii – zaczęła restaurować historyczne domy z pruskiego muru (choć w sumie nie mam pewności, czy wśród nich nie ma budynków szachulcowych – z zewnątrz dla laika są nie do odróżnienia). Pojawiły się też nowe, budowane na wzór starych. Dziś wejście do „dzielnicy domów w kratę” to niesamowite wrażenie. Również dlatego, że niektóre są siedzibami miejskich jednostek, delegatury słupskiego urzędu pracy, siedzibą informacji turystycznej, miejscami kultury. Wyobrażacie sobie jak fajna musi być praca w takim budynku? W innych ulokowała się gastronomia…

Do „dzielnicy domów w kratę” można wracać codziennie i codziennie zachwycać się na nowo. Zresztą jak całą Ustką. Zatopić się w atmosferze miasta, budzić nozdrza wiatrem znad morza i pieścić oczy obrazem wyjątkowej plaży. I na tej wyjątkowej plaży po prostu chillować całym sobą. Właśnie po to Ustka została stworzona.