Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz
Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz
Bliskie podróże

Utonąć we wrzosach

17views

Nie może ich zabraknąć w sierpniowo-wrześniowym Magazynie67. To właśnie ich czas. Za chwilę znów zakwitną i przez kilka – kilkanaście dni będzie można zanurzyć się w bezkresie wrzosowego morza. Termin kwitnienia łatwo przegapić, a kolejny dopiero za rok, dlatego kierunek Brokęcino warto obrać jak najwcześniej.

Tekst ukazał się w czwartym numerze Magazynu67 (sierpień – wrzesień 2018).

Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz
Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz

To bezapelacyjnie jeden ze skarbów regionu. Wrzosowiska w okolicy Okonka nie byłoby, gdyby nie wojsko. Bo wrzos to taki kwiat, który świetnie się czuje, kiedy jest maltretowany. Dosłownie. Z tego powodu dobrze mu było na okoneckim poligonie, gdzie bywał przypalany i bezpardonowo tratowany przez czołgowe gąsienice. Dzięki temu młode wrzosy miały coraz więcej miejsca do życia. Czołgi roznosiły też ich nasiona. A tych na metrze kwadratowym wrzosowiska może być nawet sto tysięcy. Każde z nich zdolność do wydania na świat młodej rośliny może zachować nawet przez sto lat. Wystarczy, że pojawią się odpowiednie warunki.

Ale w latach dziewięćdziesiątych wojsko uznało, że okoneckiego poligonu już nie potrzebuje i w 2001 teren przeszedł do cywila. Zaopiekowały się nim Lasy Państwowe. Powstał taras z którego wzrokiem można ogarnąć znaczną część Rezerwatu Przyrody Wrzosowiska w Okonku – tak brzmi pełna, oficjalna nazwa tego miejsca. Sam rezerwat powstał w 2008 roku. To nieco ponad 200 hektarów, ale wrzosów jest znacznie więcej. Cały poligon był dziesięciokrotnie większy.

Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz
Wrzosowiska Okoneckie. Fot. Marcin Maziarz

To w sumie nawet zabawne, że jako rezerwat przyrody chronimy coś, do czego tak bardzo przyczyniła się działalność człowieka. W dodatku ani trochę nie ukierunkowana na opiekę nad naturą. A jednak zupełnie niezamierzenie stworzyliśmy coś wyjątkowego. Dziś możemy obserwować jak z roku na rok wrzosowisko ewoluuje. Być może nawet stopniowo zanika? Od kiedy nie ma czołgów, rozrastają się inne gatunki roślin, które powoli zabierają miejsce wrzosom. Pewnie do ich całkowitego zaniku nie dojdzie, ale miejsce przestaje mieć postać „czystego” wrzosowiska i dlatego leśnicy podkaszają wrzosy i usuwają samosiejki drzew i krzewów. Łatwiej byłoby gdyby tak znowu – choć na chwilę – wjechały tam pojazdy gąsienicowe… W rezerwacie trudno to jednak sobie wyobrazić.

Dlatego korzystajmy z okoneckich wrzosowisk – szczególnie teraz, kiedy pokazują najpiękniejsze oblicze. W tym roku natura najczęściej wyprzedza swój zwykły kalendarz, dlatego w okolice Brokęcina warto zaglądać przez cały sierpień.

Wrzosowiska to idealne miejsce na chillout. Jest bezkres. Jest cisza. Nawet ludzie nie przeszkadzają – przestrzeń jest tak wielka, że przy odrobinie szczęścia można nikogo nie spotkać. Można oddać się brodzeniu we wrzosowych krzewinkach. Można spacerować piaskowymi ścieżkami, słuchając jednostajnej melodii pszczelich skrzydeł. Można w końcu usiąść na tarasie widokowym i kontemplować słońce, kiedy delikatnie barwi całe to arcydzieło natury światłem złotej godziny. Jeżeli na tym spektaklu zostaniesz do końca, opuścisz widownię jako ostatni – wrócisz do domu wyciszony, a czas i wszystko co się wydarzyło w pracy czy w domu, przestanie mieć znaczenie. To takie miejsce, w którym chill to naturalny stan umysłu.