Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Bliskie podróżeLudzie

Dla znajomych: Dziedziczka

24views

Jest na kresach Północnej Wielkopolski miejsce, które z Kresami kojarzy się od pierwszej chwili. Choćby z nazwy: Grodno. W niewielkiej wsi daleko od głównych dróg stoi dwór, którego mieszkańcy żyją po trosze tak, jak niegdyś żyło się w dworkach.

Tekst ukazał się w trzecim numerze Magazynu67 (czerwiec – lipiec 2018).

Halina Zimon-Porożyńska. Fot. Marcin Maziarz
Halina Zimon-Porożyńska. Fot. Marcin Maziarz

Do Grodna trafić łatwo. Najpierw do Złotowa, a dalej przez Franciszkowo i Radawnicę. W końcu przy szosie wojewódzkiej 189 znajduję wyryty w kamieniu drogowskaz z napisem „Grodno Dwór”. Kieruje w boczną, leśną drogę. Kiedy docieram na miejsce, na schodach wita mnie pani Halina Zimon-Porożyńska. O gospodyni tego miejsca znajomi mówią „Dziedziczka”. Nie obraża się. Sama się z tego śmieje.

Zanim rozpocznie swoją opowieść, prowadzi do stylowego pokoju z długim stołem i dwunastoma ustawionymi równo krzesłami. Przyjemny chłód pozwala odpocząć po podróży w majowym upale.

Pani Halina – razem z rodziną – mieszkała w Sępólnie Krajeńskim. Pracowała w tamtejszej Telekomunikacji, później firma przeniosła ją do Chojnic. Chciała wysłać ją do Warszawy, ale po drodze zdarzyło się Grodno.

Do Grodna wraz z mężem trafiła przypadkiem. – Szukaliśmy z mężem jakiejś posiadłości – zaczyna swoją historię. – Mieliśmy trochę oszczędności. W Poziomce, w Kujankach, u naszych znajomych – państwa Kanurskich – opowiadaliśmy o tych naszych zamiarach. Pan Jurek zdradził, że jest takie Grodno, którym był zainteresowany pan Rysiu Rynkowski.

Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz

Dopytuję czy chodzi o TEGO Ryszarda Rynkowskiego. Pani Halina potwierdza i zdradza jeszcze więcej: – Kiedy przyjechał tu z przyjaciółmi pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ci znajomi wybili mu to z głowy.

Pierwsza wizyta w Grodnie zostawiła fatalne wrażenie. – Byłam przerażona. To był marzec, więc na drzewach nie było liści. W blokach okna pozaklejane gazetami, dzieci biegały po wsi niekompletnie ubrane… Natomiast mąż i córka – uprawiająca jeździectwo – mieli wizję: tu będą padoki, tam będą padoki. Zostałam w mniejszości.

W 2001 państwo Porożyńscy kupili dworek w Grodnie od Skarbu Państwa. – Wcześniej przez pięć lat był tu dzierżawca. Kiedy przyjechaliśmy w dniu przepisu notarialnego, wywoził drzwi ze stajni, bo były z jego desek. Wrażenie okropne. Obiekty zaniedbane. Tu gdzie siedzimy – przeciekał dach, misek by zabrakło, żeby tę wodę zbierać. W piwnicach pachniało stęchlizną…

Jako pierwsza została wyremontowana kuźnia. Została zaadaptowana na obiekt mieszkalny, żeby gospodarze mieli gdzie spać – wtedy jeszcze mieszkali w Sępólnie. – Pisałam wniosek do Ministerstwa Kultury o dotację na remont – mówi pani Halina. – Byliśmy na liście rezerwowej. Tuż przed gwiazdką 2006 roku był telefon, że przesunęliśmy się na listę główną i do końca roku mamy przedstawić faktury. Udało się. Uzyskaliśmy ponad 35 tysięcy złotych. Taki prezent noworoczny.

Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz

Druga na liście remontów była stajnia. – Przywieźliśmy konia córki ze stajni, w której był do tej pory. Było strasznie pusto, więc dokupiłam dwa kuce. Później swojego konia przywiozła pani z Lędyczka – i tak się zaczęła działalność stajni. W 2002 założyliśmy klub jeździecki.

Równolegle remontowany był budynek warsztatowo-garażowy z pomieszczeniami socjalnymi, później – duża stajnia. W tej chwili łącznie mieści się w nich około czterdziestu koni. Około dziesięciu z nich to konie córki i zięcia państwa Porożyńskich. Właściciele pozostałych mieszkają m.in. w Gdyni i Warszawie.

Nie mogę się doczekać – pytam o remont dworu. – Dwór był na końcu – śmieje się gospodyni. – To był ogromny wysiłek. Córka i zięć zamieszkali w kuźni, a my… musieliśmy się wyprowadzić do budynku socjalnego. W dworze mieszkamy cztery lata. Najpierw trzeba było zabezpieczyć dach. Sukcesywnie stolarz wykonywał okna. Proszę zgadnąć ile jest okien.
– Pięćdziesiąt – strzelam.
– Pięć – dodaje. – Pięćdziesiąt pięć. A później tynkowanie i adaptacja pod nasze potrzeby.

Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz

Dwór, choć historyczny, jest pełen nowoczesnych rozwiązań. Choćby ogrzewanie podłogowe, ukryta w jednym z piwnicznych pomieszczeń pompa ciepła czy centralny odkurzacz.

Co ciekawe, dwór w Grodnie nie wygląda tak jak wyglądał jeszcze kilka lat temu. Patrząc na niego dziś, trudno uwierzyć, że pierwszy właściciel – Robert Stendell – w roku (prawdopodobnie) 1871 zamieszkał w budynku parterowym z płaskim dachem. Dopiero obecni właściciele dobudowali piętro. Całość jest skomponowana tak dobrze, że wygląda, jakby tak właśnie było od początku. To dzieło architekta Jana Sabiniarza, wówczas wykładowcy UMK w Toruniu. – Pierwsze co powiedział, kiedy tu przyjechał: to musi być dwór polski! – wspomina pani Halina.

Na dobudowanym piętrze znajduje się siedem pokoi gościnnych. Bo do Grodna można przyjechać odpocząć, z czego chętnie korzystają nie tylko goście grodzieńskiego hubertusa i właściciele koni. – Mieszka się tu dobrze – mówi Dziedziczka. – Nie ma tu wielkiej komercji, ale jest przyjemnie, nastrojowo.

Na gości czeka park, a dookoła – ogromne tereny leśne i sielskie, wiejskie, pagórkowate krajobrazy. Zainspirowany lokalną legendą o czterdziestu tancerzach zamienionych przez pogańskie bóstwa w kamienie, gospodarz odtworzył kamienny krąg tuż przed wejściem do dworku – dookoła stawu.

Oryginalnego kręgu nigdy nie odnaleziono, ale dwór ma swoją całkiem namacalną historię. W schodach wymurowanych z kamieni, wyróżnia się jeden. Jest prostokątny i dużo większy od pozostałych. Ludzka ręka wyryła w nim inicjały R.S. i rok 1871. R.S. to prawdopodobnie Robert Stendell – pierwszy właściciel dworku w Grodnie.

Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz
Grodno Dwór. Fot. Marcin Maziarz15

Dla pani Haliny historia regionu ma także wymiar osobisty. Jej tata w 1943 roku został wcielony do 1. Armii Wojska Polskiego. Przeszedł szlak bojowy od Lenino do Berlina. W 1945 walczył na ziemi krajeńskiej. – Jako były żołnierz nie mógł wrócić na Wołyń, skąd pochodził. Tam nie było już Polski – wspomina. – Trzeba było zasiedlać ziemie zachodnie, więc po ożenku osiedlił się w Drzonkowie koło Zielonej Góry – w dworze pozostawionym przez niemiecką rodzinę. W tymże dworze urodziłam się ja, ale po trzech latach rodzice przenieśli się do Bydgoszczy.

Wracając do Grodna: Ryszard Rynkowski pojawił się w dworku kilkakrotnie jako gość, o czym donosiła złotowska prasa. I jako gość, został znajomym państwa Porożyńskich. Podobno zresztą jak każdy gość ich domu. Łatwo w to uwierzyć, doświadczając gościnności pani Haliny, która chętnie pokazuje pedantycznie prowadzone albumy. Można w nich znaleźć zarówno fotografie dokumentujące stan obiektu sprzed prawie dwóch dekad, jak i wydarzenia organizowane w Grodnie w tym czasie. Są też wycinki z prasy i chluba gospodarzy: nagroda w konkursie Marszałka Województwa Wielkopolskiego na najlepszy obiekt agroturystyczny.

Do Grodna można wpaść na naukę i doskonalenie jazdy konnej. W czasie wakacji są też obozy jeździeckie. Ale Grodno Dwór jest rozpoznawalny także jako miejsce, w którym dobrze czują się właściciele koni mechanicznych. 25 sierpnia odbędzie się XI Krajeński Rajd Samochodowy. Około 150 kilometrów ciekawej trasy z zadaniami do wykonania i meta – jak zawsze – w Grodnie.

Siedemnaście lat minęło jak z bicza strzelił. – Jak patrzę na zdjęcia, nie dowierzam, że to tak wyglądało – kończy rozmowę pani Halina. – Przeraża.