Przedwiośnie przyjmuję z otwartymi ramionami. Fot. Marcin Maziarz
Przedwiośnie przyjmuję z otwartymi ramionami. Fot. Marcin Maziarz
Magazyn67

Nowe otwarcie. Dobrze raz na jakiś czas zacząć od nowa

To była wyjątkowo długa zima. Przynajmniej w przypadku Magazynu67.

Witajcie!

Pewnie zauważyliście, że jakiś czas temu do nazwy Magazyn67 doszedł człon „Nad Gwdą i Notecią”. Z czasem „Magazyn” wyleciał z loga i byłem bliski ostatecznego rozstania z pomysłem magazynu. Bo co to za magazyn? Magazyn bierze się do ręki, kartkuje, celebruje każdą stronę. Bez papieru trudno mówić o magazynie.

A potem pomyślałem, że magazyn to bardziej konwencja niż papier. Tak, gruby plik kartek w ręce sprawia przyjemność. Odkrywanie kolejnych stron, odzieranie z tajemnicy, którą kryje ta coraz cieńsza część w prawej dłoni (chyba że czytasz od końca)… Ale to tylko narzędzie. A cyfrowe narzędzia dają więcej możliwości.

Ostatnie tygodnie nie były łatwe. Właściwie ostatnie miesiące. Prawdę mówiąc, nie myślałem, że pojawienie się drugiego dziecka zmienia aż tyle w życiu, a najbardziej w dostępności czasu. Trochę mnie to przerosło i pewnie jeszcze nie raz stanie się przyczyną niezapowiedzianej przerwy.

Nie zamykam definitywnie drogi do analogowego, papierowego magazynu. Przeciwnie. Bardzo chciałbym jeszcze raz otworzyć karton, z którego wypłynie zapach świeżo zadrukowanego papieru. Pakowanie do kopert kolejnych egzemplarzy z myślą o tym, że jutro, a najdalej za kilka dni tę kopertę otworzysz i – mam nadzieję – będziesz z przyjemnością czytać i oglądać, to były wyjątkowe chwile. Bardzo chciałbym też zapakować do bagażnika kartony, i rozwieźć kolejne egzemplarze do ciekawych, klimatycznych miejsc, w których spędzacie wolny czas. A potem kolejny numer, i kolejny, i jeszcze jeden… Bardzo chciałbym, ale w tej chwili jednoosobowo nie jestem w stanie ogarnąć całości.

I dlatego teraz… Teraz będzie inaczej. Trochę. Znowu.

Po wyjątkowo długiej zimie w końcu nadchodzi przedwiośnie. Bardzo na nie czekałem, ale… Pewnie znasz to z autopsji: czasem nic nie zrobisz, choćbyś bardzo chciał. Musisz zwyczajnie przeczekać, bo tak się układa życie. Nowa rzeczywistość nazywa się „Nad Gwdą i Notecią” i trochę więcej w niej bloga, ale nadal z magazynowym duchem. Nad Gwdę i Noteć schodzę trochę odarty z „magazynowej” otoczki. Nie wyruszam daleko. Skupiam się – umownie – na Krajnie i pojezierzach – Wałeckim, Chodzieskim, Szczecineckim, aż po Drawskie. Tu, gdzie blisko, gdzie łatwiej zjechać z głównej drogi i gdzie nadal jest wiele do odkrycia. Kto wie, co zdarzy się na tej drodze. Ruszasz ze mną? Zapraszam!

Marcin Maziarz