Zielona Konewka. Fot. Z archiwum programu
Zielona Konewka. Fot. Z archiwum programu
Przyjemności

Tajemnice Zielonej Konewki

22views

Tę parę znacie już dobrze ze szklanego ekranu. Mówią o sobie: blondynka i ogrodnik, i wspólnie opowiadają o – trudno o zaskoczenie – ogrodach. Opowiadają jednak inaczej, nie tylko dlatego, że podobno nie ma tematu, na który nie potrafiliby sobie wzajemnie dogryźć. Zielona Konewka wchodzi w drugi sezon i ma dla was nowości, o których opowiadają prowadzący: Justyna Śniegocka i Tomek Czapiewski.

Tekst ukazał się w czwartym numerze Magazynu67 (sierpień – wrzesień 2018).

Program ogrodniczy inny niż wszystkie

Tomek: Jest mnóstwo programów ogrodniczych, bardzo profesjonalnych. Ale nasz, oprócz garści porad, ma mieć też lekką formułę. To kilkanaście minut podczas których widz może się uśmiechnąć. A nawet z nas pośmiać. Nie mamy nic przeciwko.
Justyna: Tomek ma już za sobą najgorsze – żarty kumpli z różowego sweterka
T: Jesteśmy po prostu sobą, lubimy się wszyscy na planie, wygłupiamy i to się udziela. Niczego nie udajemy.
J: I podobno jesteśmy wobec siebie uszczypliwi. To prawda, ale to nasz naturalny sposób na okazywanie sobie koleżeńskiej sympatii – i to także dotyczy naszego operatora. Bywamy sarkastyczni, ale zawsze w pozytywnym kontekście, z poczuciem humoru.

Ogrodnik i blondynka

J: Podział jest prosty i naturalny: Tomek – specjalista, a ja zadaję pytania z naiwnością dziecka.
T: Ale to, że muszę cię dokładne instruować jak obchodzić się z każdą roślinką i bez końca poprawiać, sprawia, że z tych porad mogą skorzystać najbardziej początkujący z początkujących.
J: Jesteśmy też zupełnie inni: Tomek preferuje styl retro, ja – minimalizm. On – nieujarzmioną dziką naturę, ja – wszystko od linijki. Kiedyś próbowałam w swoim ogródku uformować bukszpan, ale coś gdzieś ciągle wystawało, aż w końcu z krzaczka nie zostało prawie nic. W myśl zasady „szewc bez butów chodzi”, moja posesja to obraz nędzy i rozpaczy, choć w Konewce parę razy próbowaliśmy ją reanimować. Niestety, brak regularności, konsekwencji i czasu ze strony Pana Doktora (śmiech). Nie licz na przyjaciół.
T: W tym sezonie nadrobimy zaniedbania. To że jesteśmy bardzo różni, przekłada się też na styl pracy. Justyna ma zawsze wszystko przygotowane, przemyślane, napisany scenariusz. Po czym z bólem serca wyrzuca go do kosza, bo życie pisze swój własny.
J: Nie życie, tylko ty! Tomek działa na totalnym spontanie. Do ostatnich chwil proszę, błagam, grożę, żeby wysłał mi tematy jakie poruszymy w Konewce, i udaje mu się… w nocy przed nagraniem.
T: W sumie jednak przyznałaś mi rację, że takie naturalne odcinki lepiej się ogląda.
J: O matko, powiedziałam to?! (śmiech) Jedno tylko się nie zgadza. Jakimś cudem – dzięki insynuacjom Tomka – przylgnęła do mnie łatka obiboka. A to nieprawda. Ja mam innym problem. Nie potrafię odpoczywać i okiełznać swojej energii.

Zielona Konewka nie leje wody

J: Nie leje, bo sprytnie otoczyliśmy się fachowcami. Centrum, z którym Konewka współpracuje, trzyma rękę na pulsie. I dlatego możemy prezentować aktualne trendy i nowinki, które pojawiają się na rynku ogrodniczym.
T: Zainteresowaniem cieszą się metamorfozy tarasów czy balkonów. W tym mistrzami są Malarze Ogrodów, którzy dla Konewki zawsze wyczarują jakąś aranżację. To Justyny ulubiona część programu.
J: Kiedyś regularnie oglądałam Miejskiego Ogrodnika. Matt James z małego czy zaniedbanego ogródka tworzył prawdziwe dzieło, a do tego potrafił zrobić z metamorfozy show.
T: Ale też podpowiadamy jak można coś zrobić samemu.
J: I tutaj panie z centrum są nieocenione.

Jak wygląda proces powstawania Konewki?

J: Same nagrania trwają dwa dni. Oczywiście zawsze Tomek próbuje je przesunąć, bo permanentnie jest zajęty. Wtedy ja przeprowadzam tak zwaną męską rozmowę i udaje nam się spotkać na planie.
T: Pogoda utrudnia najbardziej. Kiedyś robiliśmy aranżacje balkonu w powstającym budynku, co chwilę padał deszcz – jak z konewki; kiedy w końcu na chwilę przestawało padać, do akcji ruszał operator koparki. Zdarzają się też inne komplikacje: kwiatki nie zakwitły o czasie, nawozy nie dojechały…
J: …Tomek się nie wyspał (śmiech). Ale największy to opanowanie żartów. Wszystko fajnie, dopóki materiał nie trafi do montażowni. I wtedy zaczyna się ekwilibrystyka. Żadne sensowne zdanie nie dokończone, bo ktoś coś błyskotliwego, acz nienadającego się do emisji, dorzucił.
T: No i jeszcze na potęgę kradniemy sobie wzajemnie kwestie. To znaczy głównie Justyna.
J: Ale nie mam skrupułów, bo w końcu Tomek zaskakuje mnie tematami. I bywa tak, że w mądrych ogrodniczych książkach, które wertuje po nocach, coś ciekawego wyczyta i rozentuzjazmowany przed programem się ze mną tą informacją podzieli. A potem włącza się kamera i słyszy: „Nie wiem czy wiesz ale ostatnie badania dowodzą, że…”. I – bach – leci wiadomość, którą chciał zabłysnąć.
T: Ale oliwa sprawiedliwa i czasami nie udaje jej się dokończyć wypowiedzi, bo widzi, że razem z Jonaszem – naszym operatorem – dusimy się ze śmiechu.
J: No właśnie, my ciągle mówimy o duecie, a Konewka jest efektem pracy trzech osób. Bo operator, który stoi za kamerami, jest w równym stopniu twórcą. Zdjęcia w Konewce odgrywają istotą rolę. Czasami odciągają uwagę od naszych pseudointelektualnych wywodów na przykład na na temat nawożenia gleby.
T: A poza tym operator musi się wykazać refleksem i złapać ten rzadki moment, kiedy uda ci się właściwie przyciąć albo zasadzić roślinkę.
J: Bardzo lubię Konewkę. Z przyjemnością ją nagrywam, chociaż inne programy oczywiście też. Ale tu wszystko odbywa się bardzo na luzie, w dodatku w pięknej scenerii, a jak wiadomo przebywanie wśród natury, to najlepszy sposób na dobre samopoczucie. Kiedyś przeprowadzono badania i okazało się, że aż osiemdziesiąt procent ogrodników jest zadowolonych z życia. Coś w tym musi być.

Konewka ma marzenia?

T: Tak, i wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie się spełnią. Na razie na Youtubie i Facebooku, a potem może także w telewizji. To nieco dłuższy format – co zresztą sugerowali widzowie. Pomysłów mamy mnóstwo, na przykład wyjechać z Konewką w świat. Ja odwiedzam największe plantacje, prestiżowe imprezy ogrodnicze, a Justyna z kolei podróżuje w różne zakątki świata i zawsze ma w plecaku maleńką kamerkę.
J: No tak, sfilmowałam na przykład „Ogród mistrza sieci” – najbardziej niezwykły ogród w Chinach, słynny „Miracle Garden” na pustyni w Dubaju czy Central Park w Nowym Jorku. I w wersji internetowej Konewki o tych i innych miejscach opowiemy.
T: Ta Konewka będzie też bliżej widzów – ale szczegółów na razie nie zdradzimy.
J: Musi być suspens.