Baška Voda - plaża Nikolina. Fot. Marcin Maziarz
Baška Voda - plaża Nikolina. Fot. Marcin Maziarz
Podróże

Makarska Riwiera. Najlepiej smakuje bez tłumu

16views

Były czasy, w których Jugosławia wydawała się światem zupełnie odmiennym od naszego. Z jednej strony niby ten sam – socjalistyczny – ustrój, bratnie armie, RWPG i Zastava. Z drugiej: zdjęcia i opowieści tych, którym było dane zobaczyć ten jednak trochę bardziej od naszego kolorowy kawałek socjalistycznego „raju”. Czasem historie z wycieczek o mniej lub bardziej handlowym charakterze, przyprawione były odrobiną Vegety, której obecność w kuchni nieco podnosiła status towarzyski. Później nastała wojna, z której kurzu zachodnie Bałkany wyłoniły się w zupełnie innym kształcie. W tym czasie Vegeta przestała być w Polsce towarem luksusowym, a wycieczki zupełnie zmieniły charakter. Tuż po wojnie do Chorwacji ruszyli turyści spragnieni słońca, turkusowego morza i pięknych krajobrazów w przystępnych cenach. Przez ponad dwadzieścia lat wiele się zmieniło. Celem wakacyjnych podróży ogromnej liczby nie tylko Polaków, stała się Makarska Riwiera – pięćdziesięciokilometrowy odcinek wybrzeża Środkowej Dalmacji, który trudno pomylić z innym regionem Europy.

Tekst ukazał się w czwartym numerze Magazynu67 (sierpień – wrzesień 2018).

Baška Voda - plaża Nikolina. Fot. Marcin Maziarz
Baška Voda – plaża Nikolina. Fot. Marcin Maziarz

Zastanawiałem się, czy aby na pewno poświęcać Makarskiej Riwierze jakiekolwiek miejsce w Magazynie67. Wszak jest to kierunek tak popularny, że Makarską, Bašką Vodę czy Brelę – przynajmniej na zdjęciach – widzieli już chyba wszyscy i trudno o tym kierunku napisać coś odkrywczego. Zwyciężył jednak zachwyt nad tym fragmentem wybrzeża Adriatyku i to, że wrzesień to zdecydowanie lepszy niż lipiec i sierpień czas, by go odwiedzić i – być może – odkryć na nowo.

Dlaczego na nowo? Powód jest prosty: Makarska Riwiera to najpopularniejszy region turystyczny w Chorwacji. Druga połowa czerwca, lipiec i sierpień to czas, w którym trudno o wolne miejsce na plaży, temperatura w cieniu przekracza 35°C i zdarza się, że dojazd zajmuje więcej niż planowaliśmy. Trudno w takich warunkach odpocząć i cieszyć się miejscem.

Ale we wrześniu tłumy znikają, a w drugiej połowie miesiąca najbardziej oblegane plaże w środku tygodnia można mieć nawet na wyłączność. Choćby plażę Punta Rata w Breli (wiele plaż ma własne nazwy), którą w 2004 amerykański Forbes umieścił wśród dziesięciu najpiękniejszych plaż świata. W 2014 Huffington Post nazwał Brelę „kierunkiem marzeń” („a dream destination”) i powodem, by natychmiast wsiąść do samolotu i odwiedzić Chorwację.

Skała w Breli to chyba najczęściej powtarzający się motyw na pocztówkach z Chorwacji. Fot. Marcin Maziarz
Skała w Breli to chyba najczęściej powtarzający się motyw na pocztówkach z Chorwacji. Fot. Marcin Maziarz

Tuż przy plaży, kilkanaście metrów od brzegu, znajduje się dobrze znana „Skała Breli”. To chyba najczęściej występujący motyw na pocztówkach i w folderach promujących Chorwację jako kierunek turystyczny. Trudno odmówić uroku temu miejscu, w którym szare i beżowe skały sąsiadują z bielą żwiru, błękitami i turkusami wody oraz soczystą zielenią sosen porastających zarówno skałę, jak i całe wybrzeże. Prawdziwie kojące zestawienie kolorystyczne.

Baška Voda - widok z drogi. Fot. Marcin Maziarz
Baška Voda – widok z drogi. Fot. Marcin Maziarz

Z Brelą sąsiaduje Baška Voda. Miejscowość dobrze znana, w odległości spaceru biegnącym wzdłuż plaży chodnikiem. To druga pod względem liczby stałych mieszkańców miejscowość Makarskiej Riwiery – poza sezonem mieszka tu nieco ponad dwa tysiące osób. I choć ta liczba może nie robić wrażenia, to to jak wygląda miasteczko – już tak. Portowa promenada w czasie porannego spaceru po bułki pozwala poczuć się trochę jak w „filmowych” nadmorskich miejscowościach typu St Tropez czy Cannes. OK, w mniejszej skali, ale palmy, piaskowce i jachty dają powiew wielkiego świata. Maserati, Ferrari czy Lamborghini parkujące przed pobliskim Grand Hotel Slavia na nikim nie robią wrażenia, a zdarza się, że (z powodu rozmiarów) poza portem stoi jacht należący do któregoś z rosyjskich oligarchów.

Ale Baška Voda to przede wszystkim plaża. Biała, żwirowa i dość szeroka. W drugiej połowie września prawie pusta. Jednym słowem: luksus, o którym w sezonie możesz tylko pomarzyć.

To właśnie dla plaż przyjeżdża się na Makarską Riwierę. W ogromnej większości są kamieniste, białe. W słoneczne dni wskazane są okulary, bo permanentne przebywanie w białej przestrzeni oświetlonej ostrym słońcem, może być bardzo męczące, a w skrajnych przypadkach nawet niebezpieczne dla oczu. Wskazane są też gumowe buty, w których chodzenie po żwirze jest zwyczajnie łatwiejsze i przyjemniejsze. Chronią też przed jeżowcami, które w wodzie widać dość często. W plaże wdzierają się także skały. Czasem uatrakcyjniają krajobraz, czasem ich cień chroni przed słońcem, a czasem trzeba je po prostu opłynąć albo obejść górą, by przejść na kolejną plażę. Spacer na pewno nie jest nudny.

Port w Makarskiej. Fot. Marcin Maziarz
Port w Makarskiej. Fot. Marcin Maziarz

Wracając do miast i miasteczek: jeżeli Baška Voda jest za mało glamour, wybierz się do Makarskiej. Stolica regionu w polskich warunkach byłaby niewielkim miasteczkiem: raptem 13 tysięcy stałych mieszkańców. Jest jednak odpowiednikiem naszego miasta powiatowego (samochody, których rejestracja zaczyna się na MA, są zarejestrowane właśnie w Makarskiej) i ma ambicje. Też są palmy, piaskowce, piękne jachty i luksusowe hotele. Szefowa miejscowej izby turystycznej nie ukrywa jednak, że chciałaby wynieść miejscowość na jeszcze wyższy poziom, i dlatego w pierwszym rzędzie sklepów nie widzi miejsca na przykład dla lokalnych piekarni. W ich miejsce wolałaby na przykład butiki młodych chorwackich projektantów. Na razie jednak pozycja piekarni w centrum Makarskiej – jak zresztą chyba każdego z okolicznych miast i miasteczek – jest niezagrożona. W witrynie każdej z nich obowiązkowy jest burek – miejscowy fast food z ciasta filo nadzianego mielonym mięsem lub białym serem. Bardzo sycący i dość tłusty – brudzi ręce.

Makarska. Fot. Marcin Maziarz
Makarska. Fot. Marcin Maziarz

Kalorie z burka można spalić spacerując po półwyspie Świętego Piotra. To doskonałe miejsce do podziwiania panoramy Makarskiej. Port, a nad nim domy i ulice pnące się w górę po zboczu masywu Biokovo. Iście filmowy widok i encyklopedyczna definicja riwiery na jednym obrazku. Szczególnie urokliwym, kiedy słońce chyli się ku zachodowi. Półwysep w większości jest dziki. Można na nim odpocząć u stóp świętego patrona, a dojście do pomnika ozdobione jest tysiącami kłódek, które mają być gwarancją dozgonnej miłości dla par z całego świata. Po drugiej stronie półwyspu można zobaczyć z bliska chyba najatrakcyjniejsze miejsce noclegowe w całym mieście. Tak, tak, w Makarskiej można wynająć sobie… latarnię morską. Choć to bardziej domek latarnika nadbudowany niewielkich rozmiarów latarnią, to nadal spełnia swoją główną użytkową funkcję.

Jedna z wielu ciasnych uliczek w Makarskiej. Fot. Marcin Maziarz
Jedna z wielu ciasnych uliczek w Makarskiej. Fot. Marcin Maziarz

Makarska ma aż półtorakilometrowy pas plaż. Są dość wąskie, a w centrum płynnie przechodzą w deptak.

Chyba wszystkie miasta i miasteczka Makarskiej Riwiery, tuż za pierwszym od brzegu rzędem domów i sklepów, kryją wąskie uliczki, w których zagubienie się to czysta przyjemność. Kamienne mury są świadkami historii – nie tylko zakończonej nieco ponad dwadzieścia lat temu wojny, ale i wcześniejszych dziejów Dalmacji. Jeżeli nie chcesz jechać do któregoś z większych miast, właśnie w Makarskiej znajdziesz mały labirynt w którym ukryte są sklepiki, bary i restauracje. Jest też centralny plac, przy którym życie toczy się do późnego wieczora.

Mimice, tuż za umowną granicą Makarskiej Riwiery, reklamują się hasłem „punkt absolutnego piękna”. Fot. Marcin Maziarz
Mimice, tuż za umowną granicą Makarskiej Riwiery, reklamują się hasłem „punkt absolutnego piękna”. Fot. Marcin Maziarz

Gdybyś jednak szukał przeciwieństwa miasta z portem jachtowym i czterogwiazdkowymi hotelami, zajrzyj do Mimic. Ta niewielka wioska tak naprawdę zaliczana jest już do sąsiedniej Omiškiej Riwiery, leży jednak tuż przy umownej granicy riwiery Makarskiej. Ma oczywiście plażę – dziką, osłoniętą od szosy skarpą. Ale to nie plaża jest w Mimicach, które promują się hasłem „Punkt absolutnego piękna” („The point of absolute beauty”), najważniejsza. Kameralny port to prawdziwa perełka. Łodzie, czasem zbłąkany jacht, kołyszą się na turkusowej, prawie przezroczystej wodzie. Oglądasz ten spektakl siedząc przy stoliku na nabrzeżu, sącząc – zależnie od preferencji – espresso lub zimne piwo w zmrożonym kuflu. W samym porcie dzieje się niewiele. Możesz sobie wyobrazić, że przed chwilą od sąsiedniego stolika odszedł rybak z fajką w zębach. Taki o ogorzałej od słońca i wiatru twarzy. Jest cicho. Jedyne co słychać, to fale rozbijające się o nabrzeże i – czasem – rozmowy w języku, który wydaje się znajomy, ale z którego nie rozumiesz ani słowa. Całkiem jak na Kaszubach, tyle że cieplej, słoneczniej, błękitniej. Można tak siedzieć godzinami i delektować się miejscem, w którym czas płynie zupełnie inaczej. Dopiero tu czuć, że nie ma deadline’ów, targetów, a telefon służy do tego, żeby być w kieszeni. Chill absolutny.

Na zachód słońca wracamy jednak na Makarską Riwierę. Cała jest skierowana na zachód, więc – inaczej niż w Polsce – wieczorny spektakl Matki Natury oglądamy – jak w teatrze – centralnie przed sobą. W portowych miejscowościach łatwo trafić na statki, jachty i łodzie wypływające lub wracające o tej porze. Idealny temat na zdjęcie na Instagrama! 😉

„Kręgosłupem” Makarskiej Riwiery jest Jadranska Magistrala (Magistrala Adriatycka), a dokładnie jej odcinek oznaczony D8. Na całej długości riwiery trudno oderwać się od widoków. Z pewnością jednym z najpiękniejszych jest ten na Zatokę Vruja. To właśnie tutaj zaczyna się Makarska Riwiera. Strome zbocze wyłania się wprost z błękitów i turkusów Adriatyku. Przy szosie zbudowano kilka parkingów, na których można bezpiecznie się zatrzymać i podziwiać kunszt Natury. Niestety, krajobrazy są główną zaletą Jadranki. Droga – choć jej nawierzchnia jest dobra – nie sprawdza się w czasie dłuższych przejazdów. Jest jednopasmowa, a ruch na niej – nawet poza sezonem – bywa spory. Doskonale sprawdzi się za to w czasie niespiesznej wycieczki do fantastycznego Omiša (pół godziny jazdy) lub drugiego co do wielkości miasta Chorwacji – niezapomnianego Splitu (godzinna podróż). Na dłuższych trasach warto wybrać zbudowaną wyżej autostradę A1. Chorwackie autostrady są płatne za przejazd, a w każdym punkcie można zapłacić kartą. Jadranska Magistrala w całości jest bezpłatna.

Trzeba pamiętać, że zarówno Jadranka, jak i A1 są drogami górskimi w rejonie nadmorskim. Na przełomie września i października można trafić na burę. To silny wiatr, wiejący z prędkością ponad 100 km/h, często przynoszący gwałtowne, obfite deszcze. Kiedy wieje bura, bywa widowiskowo – silny wiatr unosi całe chmury morskiej wody. Ale na drogach oznacza niebezpieczeństwo. W czasie bury górskie drogi bywają nawet czasowo zamykane, a na Youtube można znaleźć nagrania pokazujące zmagania motocyklistów i kierowców samochodów (szczególnie tych wysokich) z potężnym wiatrem. Nie ma żartów.

Masyw górki Biokovo - droga do wsi Topići. Fot. Marcin Maziarz
Masyw górki Biokovo – droga do wsi Topići. Fot. Marcin Maziarz

A skoro przy górach i drogach jesteśmy, to warto wspomnieć ciekawostkę. Nad Makarską Riwierą góruje masyw Biokovo. Wśród szarych skał porośniętych soczyście zieloną roślinnością, ludzie ukryli maleńkie osady. Wizyta w którejś z nich może być interesującym doświadczeniem. W niektórych można nawet coś zjeść. Ale co powiecie na to, że na drugi pod względem wysokości szczyt Chorwacji można… wjechać samochodem? Droga zaczyna się w Makarskiej. Przy szlabanie płacisz, czytasz informację, że robisz to na własną odpowiedzialność i jedziesz. Półtorej godziny później jesteś ponad 1.700 metrów nad poziomem morza – na szczycie góry Sveti Jure (Święty Jerzy). W Polsce raczej nie do pomyślenia.

\W czasie wędrówki po miastach, miasteczkach, wioskach i osadach przyjrzyj się domom. Zauważysz jedną wspólną cechę: wszystkie ramy okien i okiennice są ciemnozielone. Chorwaci lubują się w okiennicach, a oprócz estetycznego, przywiązanie do nich ma także praktyczne uzasadnienie. Latem chronią przed słońcem, dając jednocześnie przewiew. Jesienią i zimą są solidną osłoną przed burą. Jednak tajemnicy tego, dlaczego prawie wszystkie są zielone, nie udało mi się rozwikłać.

Baška Voda - promenada przy porcie jachtowym. Fot. Marcin Maziarz
Baška Voda – promenada przy porcie jachtowym. Fot. Marcin Maziarz

Miejsce do spania na Makarskiej Riwierze zarezerwujesz przez internet albo w biurze podróży, ale (szczególnie) wrzesień to taki czas, w którym można jechać w ciemno. Tłum turystów zdążył wyjechać, a na ulicach zagościły potykacze z napisami „sobe” (pokoje) lub „apartmani” (apartamenty). Do wyboru są także całe wille (z basenem i bez) i hotele o dowolnej liczbie gwiazdek. Właściciele prywatnych kwater płatności przyjmują najchętniej w euro (tylko gotówka!) i mają świadomość, że szczyt sezonu minął jakiś czas temu. Jeżeli masz gadane i przekonasz gospodarza, że koniec września to nie jest czas, w którym powinien się targować, cena może spaść nawet do 10 euro za osobodobę. Oczywiście bez wyżywienia, a to w Chorwacji jest droższe niż w Polsce (przy podobnych średnich zarobkach). Wizyta w przeciętnym supermarkecie (największe miejscowe sieci: Konzum, Studenac, Tommy; w Makarskiej są też Kaufland i Lidl) może przyprawić o lekkie zdziwienie. Szybki przelicznik: 1 kuna to około 60 groszy, i już wiesz, że bochenek chleba kosztuje 6 – 7 złotych, butelka czy puszka piwa – około 5 złotych, a Red Bull – 6 złotych. Do napojów doliczana jest kaucja za butelki (również plastikowe) i puszki. Ich zwrotem turyści raczej nie zawracają sobie głów, za to chętnie robią to miejscowi – wystarczy zostawić butelki gdzieś przy śmietniku, by szybko zniknęły.

Makarska Riwiera to nie tylko plaże, ale także świetna baza wypadowa. Wspomniane już Split i Omiš to punkty obowiązkowe, na które warto zarezerwować sobie po całym dniu (a przynajmniej po pół dnia). Dubrownik to (w zależności od miejsca startu) jakieś 150 km. Na szczęście o tej porze na granicy z Bośnią i Hercegowiną nie ma już kolejek, a do jej przekroczenia – tak jak w strefie Schengen – wystarczy dowód osobisty. Warto mieć jednak zieloną kartę. Ubezpieczyciele wydają ją najczęściej bezpłatnie, a w razie stłuczki chroni nas przed wieloma prawnymi problemami.

Więc dlaczego nie? Jeżeli jeszcze nie widziałeś Makarskiej Riwiery, właśnie teraz jest najlepszy czas, by ją odkryć i cieszyć się taką, jakiej nie oglądają jej tłumy. Taką, która wtedy, kiedy u nas już jesień i zimne poranki, jeszcze cieszy letnim ciepłem, smakuje domowym winem i oliwą tłoczoną w malutkiej olejarni z zebranych we wczesnojesiennym słońcu oliwek. Taką, która pachnie solą Adriatyku i wygląda tak, że chciałbyś w którymś z tych miasteczek zostać już na zawsze.