Piła - Kalina. Fot. Piotr Chamczyk
Piła - Kalina. Fot. Piotr Chamczyk
Czas wolnyOutdoor

Trainspotting

20views

Nie, w tej historii nie ma śladów filmu Danny’ego Boyle’a. Bo też i w filmie – poza tytułem – niewiele jest kolei. Jest za to pasja i godziny oczekiwania na mrozie i skwarze po to, by utrwalić na fotografii przejazd pociągu. O to – w dużym skrócie – chodzi w trainspottingu.

Tekst ukazał się w czwartym numerze Magazynu67 (sierpień – wrzesień 2018).

Piotr Chamczyk. Fot. Marcin Maziarz
Piotr Chamczyk. Fot. Marcin Maziarz

Słowo „spotter” najczęściej pojawia się w kontekście lotnictwa. Fotografowanie samolotów urosło do rozmiarów popkulturowego zjawiska, zauważanego przez największe media. – To że fotografuje się samoloty, nikogo nie dziwi – mówi Piotr Chamczyk, spotter kolejowy. – Samolot to jest takie „wow”, lot samolotem to wydarzenie. A pociąg jest traktowany jako coś codziennego, powszechnego.

Ale kto wie, czy – mimo wszystko – spotting kolejowy nie jest popularniejszy od lotniczego? W końcu dostęp do dworców i szlaków kolejowych jest dużo łatwiejszy, a okazji do fotografowania – więcej. Kolejowi spotterzy są widoczni w mediach społecznościowych, mają swoje fora, galerie, konkursy i plebiscyty.

Czarnków - Pianówka. Fot. Piotr Chamczyk
Czarnków – Pianówka. Fot. Piotr Chamczyk

– Kolej zawsze mnie pociągała. Można powiedzieć: pociąg do pociągów – śmieje się Piotr. – Jak byłem mały, chciałem być kierowcą autobusu. Fascynowało mnie to, bo największy kontakt miałem z autobusami. Jeździliśmy z Górnego „do miasta” czy „za rzekę”, i to zawsze też było przeżycie. Ale przejeżdżając koło dworca nie dało się nie spojrzeć w tym kierunku. No i wakacyjne wyprawy do jednej czy drugiej babci. I to wszystko pewnie nie pozostało bez wpływu na to, że poszedłem do technikum kolejowego.

Później zaczęło się fotografowanie. Dziś to już prawdziwa pasja i forma spędzania wolnego czasu. – Bardzo często na zdjęciach jestem sam. Czasem spotka się drugiego miłośnika kolei, ale to są spontaniczne wypady, na które trudno się umówić. Jeżeli wiem, że mam na przykład wolną godzinę, a w tym czasie jedzie jakiś pociąg, wsiadam w samochód i jadę. I czekam. Pociągi lubią się spóźniać, więc bywa dużo czasu. Jeżeli mam termos z kawą – piję kawę. Grzebie się w telefonie, odpowiada na maile, dzwoni, załatwia sprawy… A często zabiera się swoją ładniejszą połowę, siada się na kocyku i się piknikuje, spędza razem czas.

Pociąg Pirat w okolicy Dziembówka. Fot. Piotr Chamczyk
Pociąg Pirat w okolicy Dziembówka. Fot. Piotr Chamczyk

Spotterzy swojej pasji podporządkowują też część wakacji. – Byliśmy niedawno w Kotlinie Kłodzkiej i jeden dzień był przeznaczony wyłącznie na kolej. Chociaż czasem ten dzień przeradza się w półtora dnia, albo w cały tydzień po trzy godziny dziennie, a reszta na zwiedzanie.

Miłośnicy kolei organizują także wypady kolejowe. Coroczną okazją do fotografowania jest Przystanek Woodstock (od tego roku Pol’and’Rock Festival). – Wtedy dużo pociągów jeździ na trasie z Krzyża do Kostrzyna Nad Odrą. Zwykle jeżdżą na niej szynobusy, ale na czas festiwalu były uruchamiane klasyczne składy z wagonami piętrowymi prowadzone przez lokomotywy SU45 – prawdziwa atrakcja. Kilka Woodstocków z rzędu byłem cały dzień na szlaku, wracałem na noc do Piły i znowu rano jechałem do Krzyża i z Krzyża na Kostrzyn. I tam umawiałem się z fotografującymi znajomymi, przyjeżdżali też Niemcy, nawet Anglicy. W czasie Woodstocku mieliśmy tam raj. Zresztą linia z Krzyża do Kostrzyna ma niesamowity klimat: są stare urządzenia sterowania ruchem, semafory kształtowe, niemodernizowane budynki, czasem nawet ziemne perony tylko z betonowym obrzeżem. Zachodni Ostbahn. Dwa słowa, które wśród miłośników kolei wywołują dreszcze. Nie wiem czy Jurek Owsiak zdaje sobie sprawę, jakie emocje wywołuje ta linia w czasie festiwalu.

Miasteczko Krajeńskie. Fot. Piotr Chamczyk
Miasteczko Krajeńskie. Fot. Piotr Chamczyk

Ostatnie lata są atrakcyjne dla miłośników kolei, choć dla fotografów już niekoniecznie. – Jeszcze dwa, trzy, cztery lata temu można było spotkać stare spalinowe lokomotywy z lat siedemdziesiątych, które masowo jeździły na szlakach. Tak naprawdę w ciągu ostatnich pięciu – dziesięciu lat, kiedy mamy możliwość pozyskiwania środków unijnych, na kolei nastała tak naprawdę rewolucja. Stare składy, stare lokomotywy są sukcesywnie wycofywane i zastępowane nowoczesnymi pojazdami. Jesteśmy świadkami tej rewolucji. Na moich fotografiach z ostatnich dziesięciu lat jest tak naprawdę cały przekrój taboru. Znikają lokomotywy, których osobiście jestem zwolennikiem: lokomotywy spalinowe polskich konstrukcji. W Wielkopolsce mieliśmy oazę lokomotyw SU45, które w zeszłym roku odeszły. Wraz z ich zniknięciem prysł też czar Woodstocku, dlatego w tym roku się nie wybieram. Bardzo fajne jednostki, chociaż niekoniecznie lubiane przez maszynistów.

I dlatego najbardziej zagorzali kolejowi spotterzy przenoszą się na Wschód – na Ukrainę, Białoruś, do Rosji czy Rumunii. Tam nadal łatwo spotkać klasyczne lokomotywy spalinowe. Na przykład ST44 – radziecką konstrukcję nazywaną powszechnie „Gagarinem”. Nowoczesne konstrukcje takich emocji nie wywołują.

Piła - Kalina. Fot. Piotr Chamczyk
Piła – Kalina. Fot. Piotr Chamczyk

Spotterzy z Europy Zachodniej często podróżują ze sporym arsenałem akcesoriów. Choćby z drabiną, która pozwala znaleźć lepszą perspektywę, albo – po prostu – zrobić zdjęcie nad głowami kolegów.

– Fotografowanie na kolei to przygoda – mówi Piotr. I niekoniecznie chodzi o spotkania z SOK-istami. – Jest sporo zasad, którymi powinniśmy się kierować robiąc zdjęcia na kolei. Bo robienie zdjęć na kolei nie jest zabronione, co zdarza się słyszeć na przykład od ochroniarzy. Ale są zasady, których trzeba przestrzegać. Przede wszystkim: nie chodzimy po torach. Maszynista, widząc człowieka stojącego przy torach, nie wie jakie ta osoba ma zamiary. Dlatego nie stoimy za blisko, dobrze, jeżeli mamy na sobie kamizelkę odblaskową. Prawdopodobieństwo, że taką kamizelkę założy samobójca jest niewielkie, i prowadzący pojazd wie, że nie jesteśmy dla niego zagrożeniem.

Wałcz. Fot. Piotr Chamczyk
Wałcz. Fot. Piotr Chamczyk

Kontakt z pracownikami kolei bywa różny, i tak naprawdę wszystko zależy od tego na kogo się trafi. – Nie pracując jeszcze na kolei, poznałem wielu ludzi, którzy mieli podobną pasję i też fotografowali po pracy. Wiadomo, że w dużym środowisku znajdzie się ktoś kto będzie tak zwaną czarną owcą. Były przypadki, że maszynista komuś pogroził, czy wręcz rzucał kamieniami. Dla mnie to jest żenujące. Ja na szczęście miałem niewiele nieprzyjemnych sytuacji, i to nie z pracownikami kolei, a raczej z ochroniarzami na dworcach czy w okolicach dworców. Na szczęście to były odosobnione przypadki. Jeżeli stoimy w miejscu ogólnodostępnym, nikt nie ma prawa nas przegonić – możemy fotografować. Co najwyżej może podejść i zapytać w jakim celu robimy zdjęcia. Świat zwariował na punkcie zagrożenia terrorystycznego, więc wiadomo, że jeżeli ktoś przedstawi się, że jest z ochrony, zapyta co robimy, można po prostu grzecznie odpowiedzieć, że jesteśmy miłośnikami kolei, i to się spotyka ze zrozumieniem. Oczywiście pod warunkiem, że nie stoi się w niebezpiecznym miejscu.

Fotografii kolejowej dotyczą też… mody. – Fotografowanie na stacjach jest już trochę passe – wyjaśnia Piotr. – W tych lepszych galeriach kolejowych nikt takich zdjęć już nie wrzuca, bo są wyśmiewane. A najbardziej hejtowane są tak zwane „portrety” czy „zdjęcia buforów”.

Pociąg na Przystanek Woodstock w Górkach Noteckich. Fot. Piotr Chamczyk
Pociąg na Przystanek Woodstock w Górkach Noteckich. Fot. Piotr Chamczyk

Nie ma wyjścia. Trzeba się postarać i ruszyć w teren. – Staram się szukać ciekawych, malowniczych miejsc. Na przykład ze starą infrastrukturą, czy fajnych krajobrazowo. Takich, w których pociąg można przedstawić w przestrzeni. Na przykład z budowlą inżynieryjną – wiaduktem, mostem czy wylotem z tunelu. Jest mnóstwo takich miejsc, tylko trzeba ich dobrze poszukać. Nasz region – niestety – nie obfituje w takie miejsca, tak jak na przykład Dolny Śląsk, gdzie – ze względu na ukształtowanie terenu – jest mnóstwo wiaduktów i mostów.

Pociąg na Przystanek Woodstock na stacji Stare Kurowo. Fot. Piotr Chamczyk
Pociąg na Przystanek Woodstock na stacji Stare Kurowo. Fot. Piotr Chamczyk

W naszym regionie różnice wysokości są dużo mniejsze i trzeba postarać się, by znaleźć ciekawe miejsce. Piotr zdradza jednak swoje ulubione: – W tej chwili mam takie dwa. Pierwsze jest nieczynne, bo jest to linia do Poznania. Zupełnie nowy motyw w Pile-Kalinie, odkryty dzięki temu, że nadleśnictwo robiło porządki w lesie. Na odcinku między Leszkowem i Kaliną jest wzniesienie, z którego zrobiłem chyba jedno z najlepszych moich zdjęć kolejowych. Opublikowane w jednej z lepszych galerii kolejowych zajęło drugie miejsce w plebiscycie na zdjęcie miesiąca. Drugie to odcinek z Piły w kierunku Kaczor. Jest tam takie miejsce, w którym linia kolejowa przybliża się do drogi i jest przepust pod torami – wszyscy na pewno kojarzą okolicę. Wchodząc na górkę, można uzyskać bardzo fajne ujęcie, bo na nasypie jest duży łuk, a poniżej jest droga. Nie robię z tego tajemnicy, bo wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś pójdzie w to samo miejsce, może zrobi lepsze zdjęcie niż moje. Może pojedzie o innej porze dnia, stanie w trochę innym miejscu, zejdzie trochę niżej, zrobi zdjęcie zza rośliny… Zdjęcie w ten sposób nabiera innego wymiaru.

Dobre rady dla początkujących? Warto eksperymentować, nie stać w miejscu, wyjść z dworca i szukać swoich miejsc. Kolej jest kopalnią motywów zarówno dla fotografa architektury czy pojazdów. – Fotografowie uliczni też mają pole do popisu, bo na peronach jest pełno ludzi. Podróż też jest motywem, bo można zrobić zdjęcie w jadącym pociągu, można zrobić na zewnątrz. Jak zacząć? Szczerze mówiąc nie wiem. Wziąć aparat i zrobić pierwsze zdjęcie. A potem szukać i zmieniać perspektywę.